♥ kocham cię i kochać będę ♥

W marzeniach i miłości nie ma rzeczy niemożliwych.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!


Rozdział dziesiąty
„Właśnie teraz nadeszła ta chwila!”
Będąc pogrążona w rozmowie z dziewczyną Nialla nie zwracałam uwagi na czas, który zadziwiająco szybko płynął. A może, po prostu dobrze mi się z nią gadało i nie zwracałam uwagi, ile tu siedzimy. Podczas naszego pysznego śniadania do kuchni zawitał zaspany Harry w kapciach Kate z Hello Kitty, które zapewne założył przypadkowo. Uśmiechnięty podszedł do lodówki irytująco szurając nogami, byle, by tylko wszyscy zebrani wiedzieli, że on idzie. Potrząsnął lekko swoim loczkami udowadniając, że czegoś szuka, po czym szybkim ruchem ręki przemycił puszkę piwa udając, że wcale nikt nic nie widział. Pośpiesznie schował ją za sobą i jakby nigdy nic skierował się do wyjścia specjalnie drapiąc się po policzku, by ukryć swój zwycięski uśmiech. Dumnie stąpał nogami po płytkach lekko ślizgając się na słodkich różowych kapciach jak pan domu pokazując, że tylko on tu rządzi. Wszystko wyglądała perfekcyjnie do puki go nie zatrzymałam.
- To co chowasz ma się znaleźć z powrotem w lodówce – powiedziałam stanowczo badając każdy jego ruch. Zwracałam na każde jego drgnięcie zachowując się , jak detektyw podczas ważnej akcji. Widząc jego niechęć do oddania dla niego cennej zdobyczy powoli podnosiłam się z krzesła pokazując, by lepiej mnie posłuchała. Nie wykluczałam gonitwy, która zapewne zaraz miała nastąpić – Grzecznie proszę byś, to odłożył – ciągnęłam obserwując jego poczynania. Brałam pod uwagę wymuszenie na, nim tego siłą, ale po chwili postanowił się mnie posłuchać. W ciszy ze spuszczaną głową wrócił do lodówki nie zwracając dłuższej uwagi na śmiech Belli odłożył puszkę napoju na miejsce. Kiwnęłam głową i zaczęłam klaskać z zadowoleniem, że Styles jak potulny baranek poddał się bez walki. – Cy, to było takie tludne? – dodałam, by go jeszcze bardziej rozdrażnić. Zazgrzytał zły zębami wbijając we mnie piekielny wzrok. Udałam przerażenie odsuwając głowę do tył w duchu nabijając się z siebie samej.
- Lena nie denerwuj mnie. Jestem dorosły! – podkreślił swoją pełnoletność dumnie prostując plecy i unosząc wysoko głowę. O mało nie spadłam z krzesła, kiedy pokazywał swoją dumę zadowolonego przedszkolaka, który wygrał lizaka.
- Tak, ale twoje zachowanie tego nie wykazuje – dogryzłam mu będąc już znudzona jego marnymi argumentami, które ani trochę mnie nie ruszały. Nigdy nie było, to jego mocną stroną no, chyba , że naprawdę się wkurzył, to wyzywał jak najęty, ale mam nadzieję, że przez to nie zalezę mu za skórę. – To nie ja robię striptiz i to nie ja jako pierwsza zawsze jestem już narąbana w trzy dupy na każdej możliwej imprezie – wygarnęłam zadowolona odgarniając do tył swoje włosy. Może w końcu przyzna mi rację albo w najgorszym wypadku udusi i poćwiartuje na drobne kawałeczki. Raczej preferuję pierwszą opcją.
- Będziesz mi, to ciągle wypominać? – zapytał z nadzieją tylko nie wiem niby, na co on liczył. Że powiem tak kochany Harroldzie możesz pić na następnej imprezie aż ci się wódka nie znudzi? O nie, nie, nie chyba nie myśli, że ja będę mu się kłaniać i pozwalać na wszystko. Co, to, to nie!
- Tak aż w końcu zrozumiesz, że twoje zachowanie na każdej imprezie nie bardzo wykazuje, że masz 18 lat i jesteś sławnym piosenkarzem. Chyba, że chcesz przejść do historii pijaków. W takim razie droga wolna! – odpowiedziałam wzdychając ciężko pewna, że chyba nie da za wygraną i będziemy się kłócić aż ktoś tego nie przerwie albo się do nas dołączy i wyjdzie wielka siara przed nową dziewczyną Nialla. No właśnie Harry chyba zapomniała, że ona tu jest, bo kompletnie nie zwracał na nią uwagi.
- A już daj se spokój – machnął ręką zakończając spór, który sam zaczął i zły opuścił kuchnię dobrze widząc, że wykorzystam fakt, iż, to ja wygrałam, a nie on.
- Sobie! – zawołam jeszcze za, nim przez ramie unosząc oczy ku niebu, a raczej sufitowi. Ehh, myślę palant, a widzę przedszkolaka. Do kogo go porównać? Zwykła osoba z zewnątrz widząc go zalanego bawiącego się na całego powiedział, by zwyczajny pijak i tyle. Chyba nie chce być porównywany do gości pijanych bez grosza leżących, gdzie, im się podoba? Hmm czyżbym wymyśliła na niego nowe przezwisko? Jak mnie czymś zdenerwuje na pewno je wykorzystam, ale teraz będę dobra i zachowam je dla siebie. No może później podziale się z Louisem, który zacznie się śmiać i komuś powie ten ktoś komuś, a później Harremu, będzie zamieszanie i nie powinno wyjść na jaw, że to ja jestem autorką tej genialnej ksywki.
W końcu ocknęłam się odganiając myśli o tym głupku gdzieś na sam koniec mózgu i skupiłam się na toście, który niegdyś jakiś czas temu był jeszcze ciepły i wyglądał smakowicie. Przeklęty Styles! Gryząc stwardniałe śniadanie spojrzałam na towarzyszkę przede mną. Wyraz twarzy Belli mówił sam za siebie. Dziewczyna kompletnie nie wiedziała co robić, czy wyjść zostać, czy może się odezwać. W sumie się jej nie dziwie właśnie była świadkiem przemiany potulnego loczka w godzilę pragnącą piwa. Biedna! Ciekawe co sobie teraz pomyśli? Ja od razu bym powiedział patologia i uciekała z tond jak najszybciej. Brawa dla tej pani właśnie przyznała się, że razem z grona przyjaciół tworzy patolę.
Widząc jej zakłopotanie postanowiłam wznowić naszą owocną rozmowę i między zdaniami usprawiedliwiać loczka i bronić, że wcale taki nie jest tylko za dużo wypił i jeszcze go trzymie. Choć dziewczyna wcale o niego nie pytała, to wiedziałam, że w głowie pyta samą siebie kim on jest człowiekiem, czy upitą małpą? Lokers ma u mnie dług i to dłuższy niż rolka papieru Foxy.
Kolejne minuty leciały, a nam wciąż się miło gawędziło. Ale jak to już bywa miłe chwile zawsze coś lub ktoś musi przerwać. Czy, to już taka regułą, czy zwykły stereotyp? Po raz kolejny w przestrzeni kilku metrów rozległ się śmiech wiewióry z sekundy na sekundę coraz bardziej mnie denerwując. Wkurzona, że znów ktoś majsterkował przy moim telefonie zmieniając dzwonek i inne ustawienia w końcu go odebrałam. Nie byłam w nastroju na rozmowę, bo jak najszybciej chciałam znaleźć sprawcę tego wyczynu, a już jeden przychodził mi na myśl.
Niezbyt miło powitałam Adama wrzeszcząc „Czego”, ale zła nie potrafiłam, inaczej go powitać. Na szczęście nie zwrócił uwagę na moją złość tylko najnormalniej w świecie zaczął się śmiać przedstawiając mi swój pomysł na spędzenie dzisiejszego popołudnia. Proponował bym zgarnęła całą załogę i przyprowadziła na sakte park, ale przecież powinien wiedzieć, że godzina dziewiąta trzydzieści, to dla nas jeszcze środek nocy zresztą myślałam, że dla niego też. Niestety, musiałam mu odmówić, bo raczej pójście samej nie wchodziło, by w grę. Chociaż? Nie , nie zostawię samej Belli, bo raczej zostawienie jej samą z Harry nie jest dobrym pomysłem, bo nawet na nią się obraził za niewinny śmiech z jego pustego łba. Musze kiedyś dać mu lekcje jak powinien postępować w stosunku do nowo poznanych osób i ludzi zagrożonych jego obecnością podczas ostrej imprezy.
Tak na marginesie, jeśli kiedyś ktoś, by się wybierał na naszą imprezę z uczestnictwem Harrego, to zastrzegam, by przyszli w kasku albo przynajmniej trzymali się od niego z daleka, kiedy chwyci tylko za pierwszy kieliszek. Trzeba będzie mu w końcu wbić do głowy, że na imprezie się tańczy ze swoja dziewczyną i cieszy, a nie pije i śpi zaraz na początku.
Kiedy nasz dom w końcu wrócił do życie rozpoczęły się przewidziane przeze mnie jęki i wrzaski obolałej gromadki, dlaczego ktoś przytula jego nogę czemu ty na mnie leżysz albo dlaczego wbijasz mi łokieć w żebra? Normalka! Przecież nikt z nas nie był taki błyskotliwy i nie zaproponowała pójścia spać do własnych łóżek. Przecież ja wcale nie miałam tego na myśli mówiąc chodźmy każdy do siebie! Dziesięć razy, im, to proponowałam, ale nawet mój własny ukochany mnie nie słuchał tylko wolała gnieździć się pomiędzy ciałami przyjaciół. I, gdzie tu logika? Nigdzie! Nie ma jej i tyle.
Chcąc wziąć przed Louisem kąpiel i wreszcie się pozbyć tych okruszków w różnych częściach ciała wypełzłam niezauważalnie przynajmniej mi się tak wydawało z salonu. Podobno byłam najlepszym ninjom, a i tak zdarzały się osoby co przewidziały mój ruch, zanim go wykonałam.
Wchodząc do pokoju, który krył w sobie wiele niespodzianek jak, na przykład rozsypane żelki w, które wdepnąłem o mało się nie wywracając. Zamiast je posprzątać wspaniała ja kopnęłam je w kąt zabierając świeże ubrania na przebranie. Przez chwile przyglądałam się bluzce w paski zastanawiając się, czy jej właścicielem nie jest czasami mój luby, ale ostatecznie przyznała, że jest moja i odłożyłam ją na szafkę w łazience. Zadowolona nalałam sobie dużo wody oraz kokosowego płynu do wanny. Zsunąłem z siebie ostatnia część garderoby drżąc z lekkiego chłodu, po czym zanurzyłam się w gorącej wodzie, która pozwoliła mi się odprężyć i zdrowo pomyśleć. Mmm jak dobrze… Zanurzyłam się głębiej zamykając oczy. Jednak chwila samotności i odpoczynku minął, kiedy uśmiechnięty brunet wparował do łazienki pytając, czy może się dołączyć. No jasne, bo nasza wanna jest taka obszerna, że pomieści nas obu. Rzecz jasna nie czekał na moją zgodę, bo, po co, tylko wpakował się razem ze mną do ciasnej wanny, która wcześniej wydawała mi się na ogromną. Naburmuszona skrzyżowałam ręce na piersi zaś on nie zwracając uwagi na moje zachowanie oplótł mnie swoimi silnymi ramionami przytulając do siebie.
- Kocham cię – szepnął anielskim głosem, a ja się rozmarzyłam. Takie kruche słowo, a tyle zmienia. Cała złość wyparowała, a w zamian tego pojawiła się duma. Duma z tego, że mam takiego wspaniałego chłopaka, który się tak o mnie troszczy, że aż nawet trochę w tej chwili gniecie. Zadrżałam, kiedy czule musnął moje mokre policzki. Jego oddech był tak gesty, że niemal muskał moją szyje.
- Jest wspaniale Tomlinson. – oznajmiłam rozkoszując się jego dotykiem. - Wręcz idealnie – ciągnęłam wodząc palcami delikatnie po jego ramieniu - Tylko jestem bardzo ciekawa jak z tond wyjdziemy? – zapytałam kończąc te czułości wiedząc, że to nie będzie łatwa akcja. Byliśmy jak sardynki w puszce, a takim łatwo nie będzie się wydostać.
- Ciii.. Zrelaksuj się później nad tym pomyślimy. – odpowiedział tuląc mnie do swojego nagiego ciała. Chciałam zaprotestować i coś powiedzieć, ale mnie powstrzymał gorącym pocałunkiem w usta. A niech mu już będzie. Uległam wygodnie układając głowę na jego klatce piersiowej przypominając sobie tajemniczy sen z zeszłej nocy. Uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy tylko nie miałam pojęcia dlaczego. Może, to była przyszłość? Daleka przyszłość? Ale przecież, to nie możliwe. Zastanawia mnie, jednak fakt kim była ta mała śliczna dziewczynka? Dziecko przypominające mnie urodą zaś szczegółami bruneta. Dziwne. To wszystko jest dziwne!
Po czasie woda zrobiła się chłodna i niezbyt kusząca do dalszego siedzenia, choć w objęciach ukochanego, to inna sprawa.
W końcu postanowiliśmy zakończyć naszą wspólną kąpiel.
- Mówiłeś, że później się zastanowimy jak z tond wyjść. – przypomniałam mu jego pamiętne słowa spoglądając na niego spod łba - Właśnie teraz nadeszła ta chwila! – oznajmiłam z goryczą próbując jakoś wstać. Wszystko wydawało mi się teraz takie śliskie i niebezpieczne. Kiedy ja walczyłam o przetrwanie on zaczął się zastanawiać, ale dobrze wiadomo, że to ja będę musiał podać jakąś sensowną propozycję. Bo któż inny? Chyba nie liczył, że ktoś nas teraz uratuje przed utknięciem tutaj na stałe.
Po czasie mojego wysiłku i ciężkiej pracy w końcu prawie mi się udało wyjść. Już byłam pewna, że zaraz odbębnię taniec szczęścia i będę skakać i powtarzać jaka, to ja jestem mądra, jednak niestety, to nie nastąpiło. Jedna chwila nieuwagi i fakt, iż wanna była śliska całym swoim ciężarem wylądowałam na biednym Louisie.
- Ał – jęknął z bólu zaciskając usta, by nie dodać czegoś jeszcze.
- Przepraszam – ucałowałam go w usta kolejny raz zabierając się do wyjścia. Tym razem mi się udało. W końcu byliśmy na wolności!
* * *
Tak, więc, to jest ostatni rozdział ;P Nie , nie, nie, koniec opowiadania. Jest, to ostatni rozdział przed kompletnym zwrotem akcji, który mam nadzieje was ucieszy. Jak coś, to nie, są zmiany planów od początku mam rozpisane co jak będzie tylko teraz pisze rozdziały ;)
Dziękuję wam drodzy czytelnicy, że was tylu tu jest i wielu z was komentuje.
Tagi: 10 ..
01.05.2013 o godz. 14:57

Rozdział dziewiąty
„Jak Lena dożyje do końca macie u mnie szacunek”
Ciemnowłosy mulat zaproponował maraton filmów, więc zapowiadał się ciekawy i wesoły wieczór.
Ochoczo kiwałam głową, kiedy wymieniali tytuły filmów pytając, czy mogą być. Były, to niestety same horrory, ale z takim towarzystwem myślę, że będzie to bardziej komedia niż przerażający film. Każdy zadowolony wybrał wygodne i najlepsze miejsce do oglądania. Ja wraz z blondynem zajęliśmy mięciutką sofę opierając się o siebie nawzajem. Wyciągnęłam jeszcze szybko telefon wysyłając krótkiego sms do brata, by go poinformować, że nie wrócę na noc. Po czasie obok nas przysiadła się Kate i Harry. Przed nami na ziemi zaś usiedli Lena i Louis oraz Kim iiiii... O tak ten mulat Zayn! Natomiast Liam i jego dziewczyna usiedli oboje na jednym fotelu. Wtuleni w siebie wyczekiwali aż ktoś puści play.
- Gratuluję cała sofa wolna, a wy siedzicie na dywanie! – zwróciła, im uwagę dziewczyna siedząca obok mnie. Wpatrywała się w nich z przekrzywioną głową i dziwną jak dla mnie miną czekając na jakąś reakcję. Jednak oni tylko jej komentarz puścili mimo uszy nie zwracając na resztę jej uwag zajęli się sobą. Zaśmiałem się cicho, a brunetka z blond pasmami obok się uśmiechnęła mając zapewne nadzieję, że popieram jej uwagi.
- Czekajcie! Pójdziemy zrobić popcorn! – wydarła się Lena wyrastając przede mną razem ze swoim chłopakiem. No tak wszystko mieliśmy przegotowane tylko nie jedzenie. Mnie, to nie przeszkadzało, natomiast Niall już się niecierpliwił i ciągle mamrotał, że się nie doczeka przekąski.
Obróciła się w moja stronę uśmiechając się pogodnie.
- Bella może coś ci przynieść? – zapytała nachylając się nade mną, by być na równi.
- Nie dziękuję . – odpowiedziałam uprzejmie nie chcąc wyjść na laskę, która przychodząc o wszystko prosi.
- Nie krępuj się my nie gryziemy. – odpowiedziała prostując się – Chociaż.. – zastanowiła się chichocząc pod nosem, na co jej chłopak lekko szturchnął ją w ramię.
- Och, no już dobrze! – rozłożyłam ręce wiedząc, że i tak jej nie przegadam. Zadziwiające, że w ciągu kilku godzin można już poznać człowieka. - To, jak byście mieli, to proszę o szklankę coli – poprosiłam w końcu, kiedy domyśliłam się, że nie da mi spokoju nawet, jeśli będę siedzieć cicho.
Uśmiechnęła się promiennie szczerząc do wszystkich zebranych.
- Już się robi – oznajmiła znikając w korytarzu. Zaśmiałam się cichutko. Polubiłam tą dziewczynę zresztą jak wszystkich. Byli tacy otwarci, zabawni nie to , co ja. Zawsze byłam nieśmiała i nie potrafiłam pierwsza zagadać, ale myślę, że oni w końcu, to zmienią.
Oczami Leny
Zamyślona weszłam do kuchni wpadając na róg szafki. Całą swoją siłę przeniosłam na ostry kant czerwieniąc się z bólu. Gdyby nie fakt, że w domu jest gość i mój ukochany nie zatkał, by mi ust pewnie krzyknęła bym na głos „KURWA!”. W zamiana tego zaklęłam jedynie pod nosem masując obolałe miejsce, które wciąż pulsowało. Louis przytulił mnie uśmiechając się szeroko, po czym pocałował mnie w policzek i podszedł do lodówki w poszukiwaniu jakiś napojów. Mrużąc oczy z bólu, który nie dawał mi spokoju zajrzałam do szafki wyciągając miskę oraz popcorn. Paczuszkę smakołyku włożyłam do mikrofalówki ustawiając czas. Oparłam się jedną ręką o blat zaś drugą wciąż masowałam obolałe udo.
- Lena telefon! – Z salonu wydarł się Zayn kompletnie wybijając mnie z chwilowego zamyślenia. Od razu zrzedła mi mina, bo właśnie wyobrażałam sobie ciekawy pomysł na spędzenie jutrzejszego dnia.
- To go odbierz ciołku! – wrzasnęłam podskakując, kiedy pipek zapipczał. Brunet pijący pepsi zaśmiał się z mojej rekcji wracając do napoju. Otworzyłam machinalnie mikrofalówkę łapiąc gorący papier. – Aaa- syknęłam podnosząc na szczęście nie rozsypany popcorn.
- Kochani spokojnie – odparł wsypując zawartość paczki do miski. Ucałowałam go czule w policzek łapiąc w ręce naczynie.
Oczami Zayna
- To go odbierz ciołku! – krzyknęła jakby sama nie mogła tu przyjść i łaskawie go odebrać. Że też musiała być taka uparta. Ehh co zrobić? Niechętnie wcisnąłem zieloną słuchawkę przystawiając do ucha aparat. Z początku nikt się nie odzywał, więc postanowiłem się pierwszy odezwać.
- Halo – rzuciłem po raz kolejny jeszcze bardziej rozdrażniony. Czekałem. Czekałem. I nic. Chciałem już się rozłączyć, kiedy w słuchawce usłyszałem damski głos. Dostatecznie znajomy, by wiedzieć kim owa dziewczyna jest.
- O hej kuzynie. Co tam u was? Może zastawiacie się co ja porabiam? Planuję! Jak zawsze coś planuję przecież mnie doskonale znacie! Nieprawdaż? Jeśli myślicie, że odpuściłam to się grubo mylicie. Do zobaczona kiedyś, a może nie. Jak Lena dotrwa do końca macie u mnie szacunek – wygłosiła swój monolog skrzecząc jak wygłodzony kot. Chciało mi się śmiać, jednak trochę za późno zrozumiałem co tak naprawdę miała we mnie wzbudzić jej mowa. Z niedowierzaniem, kiedy w końcu się otrząsnąłem spojrzałem na telefon Leny zastawiając się skąd ma jej numer, a po drugie, po co dzwoniła? Zanim co kol wiek dopowiedziała zdążyłem już się rozłączyć.
Czy powinniśmy się obawiać tej wariatki? Z nią nic nigdy nie wiadomo .
- Kochanie co się stało? – spytał Kim chłodnymi palcami przejeżdżając po moim policzku. Zadrżałem na jej czuły gest przez chwilę czując się dziwnie i nieswojo.
- Nic – odpowiedziałem krótko i stanowczo. Słowo, które wypowiedziałem teraz było takie chłodne i szorstkie. Poderwałem się z miejsca kierując się do kuchni, byle jak najszybciej oznajmić, to siostrze.
- Się pali, czy co? – Lena zapytał ironicznie biorąc pełną miskę od Louisa. Myślałem, że, choć trochę się przejmie moim przerażeniem, ale widocznie się myliłem.
- Jakby cię interesował, to dzwoniła Ashley – odpowiedziałem poddenerwowany jej żartami. Mogła, by najpierw się mi przyjrzeć, a potem zapytać po ludzku. Śmiechy ucichły, a w zamian, to w całej kuchni rozległ się dziwię tłuczonego szkła miski z popcornem. Automatycznie spojrzałem na rozbijający się przedmiot.
- Mało jej! – warknęła zbierając z ziemi szkoło. Kucnąłem tuż obok pomagając jej sprzątnąć bałagan. Zdenerwowana trzymała w rękach kawałek szkła ściskając z siłą aż przecięła sobie skórę. Wyrwałem ostrze sięgając po mokrą szmatkę i przyłożyłem delikatnie do jej skóry, by zatamować krwawienie. Myślałem, że zacznie narzekać z bólu, ale ona nie zwracał na, to uwagi. – Po prostu prosi się, by dostać w ryj! – wrzasnęła i gwałtownie wstała, a ja ponownie podałem jej zwilżony materiał. Jak najszybciej zajrzałem do szafki, by wyciągnąć jakiś bandaż.
- Kurwa! Jak znów ją zobaczę tym razem nie będę już taki potulny! – ryknął Louis, a ja miałem na, to samo ochotę. Stał nie wzruszony tym, że jego dziewczyna rozciął sobie rękę. Trzymał się mocno drewnianego stołu tak jakby chciał, nim zaraz w kogoś rzucić. W końcu zorientował się, że Lena sama próbuje sobie opatrzeć rękę, kiedy ja nadal zbierałem szkło. Podszedł do niej obejmując mocno, po czym szybko opatrzył ranę. Byłem tak pochłonięty swym zajęciem, że nie zawarzyłem, że już nie jesteśmy sami.
- Coś się stało? – tuż za nami stała zdezorientowana reszta przenosząc wzrok, to na mnie, to na Lene i Louisa.
- Nic – odpowiedziałem szorstko. Co miałem, im niby innego powiedzieć? Że dzwoniła nasza wspaniała kuzynka oznajmiając, że coś planuje. Jak dla mnie, to Ashley może planować napad na sklep z tapetami.
Nie mam zamiaru wszystkiego opowiadać co tu zaszło, a tym bardziej tłumaczyć się dlaczego mam taki, a nie inny humor.
- No, to mamy po jedzeniu – oznajmił Niall kierując wzrok na cząstki rozbitego naczynia i niezebranego do końca popcornu. Każdy powędrował wzrokiem w tym samym kierunku, by tak samo , jak blondyn żałować, że będzie do końca maratonu głodny.
- Zamknij – warknęła Bella zdajać sobie sprawę, że to nie było zwykły wypadek.
- O mój boże Lena co ci się stało! – wrzasnął przerażony Harry. Kate szybko podeszłą do niej oglądając zabandażowaną rękę, lecz przesiąkającą krwią przez opatrunek. Nie chcąc uczestniczyć przy wypytywaniu mojej osoby obdarzyłem jedynie każdego niemym wzrokiem i jakby nigdy nic wszystkich ich wyminąłem. Chwytając za rękę Kim skierowałem nas do salonu z powrotem zasiadając przed telewizorem. Inni widząc, że nie jesteśmy w nastroju do opowiadania o nic już nie pytając wrócili do pokoju zajmując poprzednie miejsca. Liam włączył film, a każdy wbił wzrok w telewizor. Jednak ja nie skupiłem się na jego treści tylko wciąż zastanawiałem się co Ashley kombinuje? Pomimo tego, iż jest moją kuzynką, to wszystkiego o niej nie wiem, a jej głos w telefonie wydawał się dość poważny. Ehh pewnie zwidy mam i wyolbrzymiam przecież co ona może niby takiego wymyślić?
Rozejrzałem się po salonie oglądając zamyślone twarzy zebranych. Wbiłem wzrok w zasypiającą siostrę, która wtulona w Louisa głaskała zranioną rękę.
- Zayn skup się na filmie kochanie, bo później nie będę ci go opowiadać – szept mojej dziewczyny sprowadził mnie na ziemię. Jej aksamitny głos oprzytomniał mnie całościowo pozwalając na odpoczynek od głupich przewidzeń. Otrząsnąłem się z debilnych myśli obracających się w koło Ashley karcąc się w myślach, że wcześniej byłem dla Kim taki chłodny. Ucałowałem ją w policzek i przytuliłem do siebie, by ją pocieszyć, po czym wróciłem do filmu skupiając już się tylko na strasznych scenach i przerażonej wiśniowowłosej chowającej się w moich ramionach.
Oczami Leny
Zdajemy sobie sprawę, ile złego dzieje się w otoczeniu, w którym przebywamy. Ile wypadków, krzywd może się nam stać. Nawet połowę z nich potrafimy przewidzieć, jednak, mimo to nie umiemy się przed nimi uchronić. Nie zwracamy uwagi na zagrożenie, które mogą powstać podczas chwili naszej nieuwagi. Nie potrafimy słuchać ostrzeżeni innych, nie chcemy pogodzić się z tym co robi świat.
Zamykając oczy możemy odpłynąć w inny lepszy świat, jednak w chwili ich otwarcia powraca szara rzeczywistość. Tak jak właśnie w tej chwili. Gdybym wiedział co się w dzisiejszym dniu stanie nigdy bym ich nie otwierała.
W pewnej kwestii mogłam być pewna. Byłam zasypana ciężarem domowników. Nie chciałam być niegrzeczna, ale, jednak musiałam się wydostać, a to co właśnie teraz zrobię jest jedynym wyjściem. Wrednie i bez litośnie zaczęłam każdego dźgać w brzuch, lecz dużo mi, to nie pomogło. Żaden ze śpiochów nie reagował na mój zamach. W chwili, kiedy już myślałam, że utknęłam zauważyłam, że Bella jest na wolności. Uradowana grzecznie poprosiłam blondynkę, by mi pomogła się wydostać. Dziewczyna kiwnęła głową ciągnąc mnie za rękę. Z jej pomocą opuściłam zbiorowisko śpiochów, którzy tylko przekładali się z jednego boku na drugi. Nie bardzo wyspana, bo jak mogło, to być możliwe, skoro spałam na domownikach w końcu dotarłam do kuchni.
Tagi: 9.
01.05.2013 o godz. 14:52

Rozdział ósmy


„A, więc, to jest Bella moja dziewczyna”


Oczami Nialla

Czy tak trudno zrozumieć, że chce się przejść? Widocznie tak. Nie mogą w końcu dać mi trochę luzu i nie wypytywać co robię, kiedy nie ma ich w pobliżu!
Z trudem wydostałem się z domu, kiedy oni oglądali bardzo interesujący film. Sądzę, ze propozycja dość dobrze nie była przemyślana, bo połowa towarzystwa usypiała. Kiedy w końcu zniknąłem z pola widzenia biegiem skierowałem się do parku, by zdążyć na czas, choć i tak wiedziałem, że to niemożliwe. W tej chwili przydała, by się być super bohaterem albo przynajmniej się teleportować.
Oczywiście mogłem wyjść wcześniej i spokojnie spacerkiem dojść do parku niestety, jeśli chciałem wyjść bez wywiadu środowiskowego ta opcja była jedyną. Przez nich moje starania poszły na marne. Kilku godzinne przygotowania poszły w piach.
Kiedy w końcu dochodziłem do zakrętu uśmiechnąłem się widząc, że jeszcze trochę i odpocznę. Nigdy nie miałem dobrej kondycji a taki biegł był dla mnie karą, a nie orzeźwiającym WF’em lub wyścigiem o złoto czy srebro. Na szczęście zaraz spotkam moją nagrodę.
Biorąc ostry zakręt o mało się nie wywaliłem. Złapałem szybko równowagę udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i wcale przed sekundą bym się nie zabił. Podniosłem zakłopotany głowę i, wtedy ją zobaczyłem . Szybko starłem pot z czoła i poprawiłem koszule, by, choć trochę doprowadzić się do porządku. Czekała już na mnie zapewne od jakiegoś czasu. Rozglądał się na wszystkie strony, dopóki mnie nie dostrzegła. Pomachała wesoło podbiegając bliżej. Zwolniłem kroku, po czym przytuliłem ją na powitanie.
- Ktoś cię goni czy co? – zapytała uśmiechając się zniewalająco. Jak zawsze była perfekcyjnie ubrana i uczesana tak, że nawet silny wiatr nie mógł popsuć jej włosów.
- Czas! – odpowiedziałem lekko zdyszany całując ją w policzek. Dziewczyna zachichotała a ja chwyciłem jej rękę uśmiechając się , jak idiota. Ścisnęła lekko nasze splecione dłonie opierając głowę o moje ramię. Wiedziałem dobrze , że zapewne fryzura mi klapnęła i byłem cały czerwony, ale starałem się tym nie przejmować i udawać, że wyglądam równie pięknie jak ona. Ale Bella na szczęście nie zwracała na to uwagi tylko rozpoczęła rozmowę. Spacerowaliśmy z uśmiechem na twarzach po parku oglądając innych przechodni z serdecznym uśmiechem. Rozmawialiśmy o wszystkim. Tematów do rozmowy nam nie brakował z każdą sekundą powstawały nowe. Zawsze mogliśmy się dobrze dogadać, ponieważ mieliśmy bardzo wile wspólnego.
W końcu pomyślałem i postanowiłem sprowadzić naszą rozmowę w nieco inny kierunek. Myślałem o tym jakiś czas i dziś powinien być na to odpowiedni dzień. Zwolniłem kroku.
- Ehh Bella, bo moi przyjaciele zaczynają coś podejrzewać, a nie chce ich okłamywać więc….. – mówiłem zaczynając się nerwowo drapać po karku. Czułem się, jak bym miał jej wyznać jakieś przestępstwo a tak naprawdę pytałem się jej czy chce się ujawniać w końcu przed moimi przyjaciółmi.
- Niby czemu masz ich okłamywać? Po prostu powiedz prawdę.
- Serio? To może pójdziemy do mnie do domu i, wtedy ciebie, im przedstawię.
- No dobrze – zgodziła się posyłając mi niepewny uśmiech. Nie była już taka energiczna jak wcześniej. Wręcz przeciwnie. Wpatrywała się tępo w ziemię zwijając kawałek mojej koszuli.
- Co jest?- przystanąłem na przeciwko niej. Odgarnąłem kilka kosmyków na bok podnosząc jej podbródek. Była zakłopotana, choć próbowała to przede mną ukryć.
- A, jeśli mnie nie polubią – odpowiedziała spoglądając prosto w moje oczy naprawdę głęboko wierząc, że ta jest jak ona myśli. Zaśmiałem się cicho. Pocałowałem ją czule w słodkie usta, by, choć trochę ją to podbudowało.
- Nie martw się! – zapewniałem ją obejmując ramieniem. Starałem się pokazać, że nie ma się czym przejmować, choć w sumie to sam nie byłem pewny czy aby na pewno, to jest dobry pomysł. Nie chcę, by się ich przestraszyła czy coś. Na ogół można ich pomylić z małpami w zoo, choć sam należę do tego grona to uważam , że powinniśmy dorosnąć. Marzenia Niall sam zachowujesz się , jak przedszkolak a chcesz, by twoi przyjaciele byli dorośli. To niemożliwe i każdy normalny o tym wie. Czyli nie my! Ale Belli nie znam od dziś i raczej sobie poradzi z tą dziczą. Zaakceptowała mnie to i ich zaakceptuje i polubi. Aż tacy straszni to nie są! Sam fakt i pomysł, by ją przyprowadzić do domu nie wziął się z mojej głowy tylko okoliczności, w których się znalazłam dzięki ich ciekawości, która rosła cały czas. Nie potrafiłem już więcej wymyślić wymówek, by się z nią spotkać. Idę do KFC albo spożywczego już nie działało, bo każdy dobrze wie, że zawsze ich prosiłem, by poszli razem ze mną. Ale też już nie potrafiłem usiedzieć widząc tych gołąbków i czując się, jak rodzynek pośród nich. Musze się w końcu pochwalić swoją pięknością, bo w końcu będą gadać, że gejuch ze mnie albo będzie śmiech, że jeszcze nie mama dziewczyny. Bycie jedynym singlem wcale nie jest takie fajne jak niektórzy uważają. Choć Matt i Adam tak samo nie mieli drugiej połówki to często, za to randkowali.

Oczami Belli

Choć się zgodziłam to nie byłam pewna co do tego spotkania. Nie to , że nie chciałam, bo od dawna marzyłam, by ich poznać tylko po prostu się obawiałam wielu, rzeczy poczynając od tego czy mnie polubią a kończąc czy nie wykopią mnie z domu za moje głupie gadaniny. Będąc w ramionach Nialla czułam się bezpieczna i pewna jednak wciąż się przejmowałam, że będę jak ten orzeszek pośród jego przyjaciół czekać aż ktoś się mną zainteresuje. Kiedy wreszcie stanęliśmy przed ich potężną willą jeszcze bardziej się zestresowałam. To był właśnie ten moment, w którym nie wiedziałam co robić. Czy uciekać i nigdy ich nie spotkać czy zostać i poznać nowych ludzi, którzy są ważni dla Nialla. Wiedziałam dobrze , że to dla niego ważne, ale on ich zna a ja nie.
Nerwowo zaczęłam poprawić włosy i przygryzać dolna wargę, byle, by tylko czym się zająć i nie myśleć co za chwile nastąpi. Blondyn pewnie otworzył przede mną drzwi lekko mnie popychając do sirotka. Po mimo moich oporów udało mu się. Chciałam udać pewną siebie i pokazać, że dam sobie radę. Jak dama przeszłam kilka kroków po korytarzu szczerząc się, jak głupi do sera, byle, by tylko nie pokazywać mojego zdenerwowania. Jednak nie bardzo mi to wyszło, kiedy zsuwając z nogi trampki zacząłem się trząść jak galareta. Od razy zaczęłam się powoli wycofywać do tył.
- Nie bój się – automatycznie przy moim boku znalazł się mój chłopak. Chwycił mnie pewnie za rękę prowadząc do przodu. Ściskałam jego rękę modląc się, by być niewidzialną.
Będąc coraz bliżej salonu śmiech, głośna muzyka i inne hałasy stawały się coraz głośniejsze. W całym domu panowała fantastyczna i wesoła atmosfera. Trochę mnie to ucieszył, lecz dalej nie wiedziałam co robić.
Wchodząc do dużego pokoju wychyliłam się zza Nialla, by zaobserwować sytuację. W pomieszczeniu było bardzo dużo osób. Nie powiem zdziwiło mnie to i przeraziło jednocześnie. Cztery śliczne dziewczyny oraz czterech chłopaków zebranych w kółku na dywanie z kartami w ręku. Mój towarzysz za bardzo mi o nich nie opowiadał, gdyż mówił, że w końcu sama się przekonam jacy są. Dziś właśnie się dowiem czy naprawdę są tacy jak on. Wiem tylko, tyle że Niall do niedawna był jeszcze wolny w ich gronie. Wspominał czasami jeszcze o innych osobach z grupy tanecznej, ale nie tłumaczył mi tylko przerwał i powiedział, że w swoim czasie się dowiem.
Widząc ich roześmiane twarze można od razu było skomentować, że są razem szczęśliwi. Jeszcze nigdy nie widziałam, by tylu przyjaciół było tak zgranych. Przez kilka momentów czułam, że do nich nie psuję. Oni znają się od dawana, wiedzą o sobie wszystko a nagle się pojawia taki ktoś jak ja i ma do nich dołączyć. To się w ogóle nie trzyma kupy, ale widocznie tak miało być.
Z głupiego gnębienia samej siebie wybił mnie roześmiany głos jednego z chłopaków. Podniosłam na niego wzrok, by się lepiej przyjrzeć.
- A teraz co? No Lena jak się wytłumaczysz, że przegrałaś – wysoki brunet zaczął łaskotać zapewne swą dziewczynę a całe grono zaczęło się z nich śmiać. Wszyscy byli bardzo głośno dlatego nawet nie zauważyli, że już od jakiegoś czasu stoimy tuż za nimi. Ja sparaliżowana a Niall zakłopotany.
- Ludzie byście się uciszyli! – krótko ścięty brunet zdążył zauważysz, że nie są sami postanowił uciszyć resztę grona. Osiem par oczu wbiło w nas wzrok a ja o mało nie zsunęłam się na ziemię. Serce zaczęło mi łomotać a ja czułam się, jak na przedstawieniu w szóstej klasie przed całą szkołą. Niall ścisnął jeszcze mocniej rękę podchodzącą do nich bliżej.
- A, więc, to jest Bella moja dziewczyna – powiedział dumnie wypinając pierś do przodu. Wyglądało to komicznie, choć było bardzo słodkie.
- Hej – powiedziałam po cichu machając niezdarnie ręką, by jak najmniej się odzywać. Widząc ich twarze za dużo nie mogłam o nich powiedzieć. Ale wyglądali na bardzo sympatycznych.
- Hejka! – wszyscy krzyknęli chórem posyłając mi miły uśmiech a mi się trochę polepszyło. Może nie ma się czym przejmować? Chyba nie będzie aż tak źle, jak to sobie wyobrażałam.
- Wygrałam! – krzyknęła zadowolona brunetka o prostych włosach podchodząc do jednego z chłopaków wystawiał dłoń przed jego oczami – Zayn kasa! – ciemno włosy niechętnie dał jej banknot coś do niej mamrocząc zaś ta zadowolona zgarnęła pieniądze wbijając w nie zadowolony wzrok. Niall spoglądając na nich zaczął cicho się śmiać, po czym z otwartej ręki przywalił sobie w czoło cicho przeklinając pod nosem. Dziewczyna od razu zauważając moje zakłopotanie zeszła na ziemie, po czym podeszła do mnie.
- Jestem Lena – uśmiechnięta przedstawiała mi się podając rękę. Zaraz po niej przedstawiła mi się reszta. Nie miałam pojęcia, że Niall ma naprawdę wspaniałych przyjaciół. Wyglądają miło i też tacy byli. Żadne zbędne wypytywanie mojej osoby tylko po prostu zwykła zabawa w towarzystwie.
Prawdę mówiąc, ulżyło mi. Wyobrażając ich sobie miałam przed oczami gromadkę osób, które będą się tylko chciały dowiedzieć czy jestem bogata czy biedna czym się interesuję jak się uczę, kim chce zostać i. t. p. Jednak Niall mówił, że są tacy jak on, więc wierzyłam, że nie mogą być inni niż życzliwymi ludźmi, którzy mnie zaakceptują.

* * *

No, więc jes kolejny rozdział zgodnie z umową ;) Jest on staranniej napisany i jest o wiele dłuższy dlatego mam nadzieje, ze wam się on spodoba ;) O to mój ask http://ask.fm/janieznajoma tutaj możecie zadawać pytania o wszystkim co związane z moimi blogami ;) Dziękuję bardzo wszystkim za każdy komentarz i miłe słowa! Komentujcie!

13 komentarzy = rozdział dziewiąty

Pozdrawiam nieznajoma
Tagi: 8
13.03.2013 o godz. 15:59

Rozdział siódmy


„W uroczej i romantycznej atmosferze Louis Tomlinson oświadczył się swej wybrance.”

Trudno czekać na coś , co wiesz, że może nigdy nie nastąpić, Jeszcze trudniej zrezygnować, gdy wiesz, że to wszystko czego pragniesz. Kiedy się kocha, to jest się szczęśliwym cały czas bez względu na okoliczności. Tylko jednak jak wiesz, że coś się kroki nie czujesz się już tak samo . Są w życiu chwile, gdy myślę, że gorzej być nie może . Wtedy właśnie się okazuje, że się mylę.
Wpatrywałam się przed siebie niczym zahipnotyzowana. Ocknęłam się dopiero wtedy kiedy większa fala lekko mnie ochlapała. Wstałam z piasku i szurając nogami podeszłam bliżej morza. Spoglądając na cień swojego chłopaka odwróciłam się w jego stronę.
- Dlaczego jesteś taka nieobecna? – zatroskany podszedł do mnie. Wspięłam się lekko na palcach i wpiłam się w jego usta.
- Lubię sobie tak czasem w spokoju posiedzieć. – odpowiedziałam kolejny raz całując jego usta – Kocham cię nawet nie wiesz jak bardzo.
- Wiem, bo ja kocham cię tak samo! – wykrzyczał podnosząc mnie do góry. Wiatr panujący na dworze rozszarpywał mi włosy w różne strony. Czuję wolność po prostu wolność przez tą krótką chwilę
- Fuck the World! – wykrzyczałam skacząc do wody. Będąco cała mokra nie za dobrze widziałam jednak chlapałam wszystko , co stało mi na drodze łącznie ze swoim chłopakiem. Wciągnęłam go za rękę do wody.
- Z drogi śledzie, bo Harold biegnie! - zrobiliśmy miejsce loczkowi jednak mój wspaniały móżdżek podsunął mi wspaniały pomysł. Szybko, by go zrealizować podstawiłam mu lekko nogę w związku z czym loczek prawie na głowie wylądował w wodzie. Szybko się obrócił w moja stronę zabijając mnie wzrokiem.
- Wy! – wskazał na nas wychodząc kawałek z wody próbując nas złapać.
- Lou w nogi! – wrzasnęłam biegnąc jak najdalej morza i pisaku, by zyskać na czasie. Brunet kierował się tuż za mną zwijając ze śmiechu.
- Zabije! – wrzeszczał kędzierzawy będąc nadal w wodzie. Stanęliśmy roześmiani wpatrując się w jego bezradność.
- Co poddajesz się! – zawołałam idąc powoli w jego kierunku. Spojrzał ostrzegawczo, po czym usiadł w wodzie tuż przy brzegu. Wyglądał jak pantera przygotowana do skoku. Nie zwracając na niego najmniejszej uwagi zasiedliśmy na ręcznikach obok reszty.
Loczek przez bite pół godziny siedział w wodzie gapiąc się na nas jak Niall na jedzenie. Właśnie co do Nialla to, gdzie on się podziewa?
- Ej, gdzie jest nasz żarłok? – zapytałam rozglądając się za jego blond czupryną.
- Powiedział, że idzie się przejść – odpowiedział najnormalniej w świecie Liam. Ale to nie jest normalne. Od jakiegoś czasu na kilka godzin znika nam z oczu. Hmm…. Czyżby farbowany blondyn coś przed nami ukrywał. A może kogoś?

W domu

Dwie godziny leżenia na brzuchu przed laptopem dają się we znaki. Usiadłam po turecku jęcząc, z tego, że mi noga zdrętwiała. Wzięłam urządzenie na kolana. Moją uwagę przykuło parę plotek i wydarzeń z ostatniej chwili. „ Lena Tomlinson najszczęśliwsza mężatką tygodnia” Przeczytałam z uśmiechem na ustach dopiero po kilku minutach kapując co tam jest napisane. Co!!! Ich pogięło – niemalże wykrzyczałam w myślach. Inaczej bym to ujęła, ale nie chcę już tyle przeklinać.
„Mamy świrze dowody! Kilka dni temu młoda para spacerowała po parku w Londynie. W uroczej i romantycznej atmosferze Louis Tomlinson oświadczył się swej wybrance. + zdjęcie.
Połowa coli w moich ustach wylądował na łóżku. Czytając dalej śmiałam się jeszcze głośniej. Tak oświadczył mi się pierścionkiem z gumy. Co za debile! Wow gorąca ploteczka, ile osób to widziało ciekawe czy ktoś jest tak mądry, by zauważyć, że to żart i zabawka. Zaciekawiona zacząłem czytać komentarze.
„ Jej super” „ Podobno Lena jest w ciąży” No gratuluje jej móżdżku kurde. A może z grubłam kurde! „ Ludzie jesteście aż tak debilini, żeby nie zauważyć, że to żart a właściwie to nie pierścionek tylko zabawka. Boże, widzisz i nie grzmisz”
Kurwa moja idolka kocham tą dziewczynę! Jednak mądra! Och, a miałam nie przeklinać.
- Po co czytasz te bzdury? – zwrócił mi uwagę Lou. – To same kłamstwa.
- Może tak, ale niektóre umieją poprawić humor. Na przykład jak ta – wskazałam na zdjęcie łysego Harrolda.
- HAHAHA – tylko tyle potrafiliśmy wydusić z siebie.
- No , nie wieżę, że Harry ma nowy imicz – rechotałam na wszystkie strony.
- Co Harry? – z za drzwi wyłonił się zielonooki. Z uśmiechem podszedł zabierając nam laptopa.
- Aaaa co oni mi zrobili!! – darł się pospiesznie oddał mi komputer, po czym wrzeszcząc wybiegł z pokoju. Nie było to dziwne , to Harry a jego wizerunek jest najważniejszy. Przez kilka godzin płakał, że go media niedowidzą . Chciałam mu uświadomić, że media nie są jedyni, więc zacząłem mu tłumaczyć, iż są jeszcze antyfani i inni a, wtedy on się załamał. Zaczęłam ględzić, że się ma nimi nie przejmować jednak moja skrucha i pocieszani nic nie dało tylko pogorszyło jego stan.
W końcu dałam sobie spokój. Wstałam z kanapy a, wtedy on zaczął się ze mnie śmieć. Niczego nieświadoma szłam dalej a jego śmiech z czasem narastał mimo tego, iż się oddalał.
- Co?! Z czego się śmiejesz?
- Twoje spodenki – dławił się śmiechem wskazując w moją stronę .
- Co, co z nimi?! – krzyczałam próbując zobaczyć ich stan.
- Pękły! –krzyknął spadając z kanapy.

* * *

Tak więc jest i rozdział siódmy ;) Mam nadzieje, że wam się spodoba i będzie pod nim kilka komentarzy. Powoli a raczej bardzo szybko zbliżamy się do części w której w końcu dowiecie się co oznaczają tajemnicze sny Leny!
Dziękuję za to, że jest was coraz więcej mam nadzieje, że będzie was jeszcze więcej ;)

12 komentarzy = rozdział ósmy
Tagi: 7
22.02.2013 o godz. 18:51

Rozdział szósty

„Co jaki striptiz?!”


Prze jakiś dłuższy czas prawie codziennie były u nas imprezy. Zazwyczaj byli ci sami ludzie może parę osób doszło. Często za bramą próbował się przedrzeć fanki. Nie reagowaliśmy na to, ale, kiedy jedna z nich jakoś się przedostał i zaczęła wrzeszczeć, piszczeć oraz przytulać chłopaków postanowiliśmy na resztę imprez zaprasza ochroniarza chłopaków.
Patrząc jak serwis sprzątający nieźle sobie radzi z pozostałościami po imprezie spokojnie parzyłam sobie kawę. Harry od czasu, kiedy zakazaliśmy mu pić i raz rzeczywiście całą imprezę przesiedział w pokoju miał nas dość. Nawet na Kate się obraził. Ale to dla jego dobra no i reszty społeczeństwa. Chyba nie chciał mieć zdjęć w gazetach całej swojej okazałości. Kiedy kawa była gotowa z góry zwlekł się szanowny pan Styles.
- Mogę też prosić – rzucił na wstępie wskazując na moją szklankę.
- O widzę, że już główka nie boli – odezwałam się z ironią robiąc mu kawę. Zamroził mnie wzrokiem posyłając znak ‘ Malik masz wpierdol!” Zaśmiałam się krótko, kiedy próbował mnie szarpnąć za włosy a w zamian tego prawie spadł z krzesła.
- Wiesz byłeś grzeczny może następnym razem pozwolimy ci na jednego może dwa drinki.
- Haha śmieszne!
- Harry my tego nie robimy, by cię ośmieszyć tylko zawsze, kiedy zaczniesz pić to po pierwsze nie ma końca, a po drugie robisz później nie za ciekawe rzeczy nawet o niektórych nie chcesz wiedzieć. Spuścił tylko wzrok i biorąc kubek wyszedł z kuchni.
- A dziękuję to gdzie? - zawołałam za, nim jednak z pewnością mnie już nie usłyszał. Westchnęłam gryząc kołaczyka, po czym napiłam się gorącego napoju.
Kiedy dom już był doprowadzony do porządku a ja byłam w świetnym humorze postanowiłam w brutalny sposób obudzić resztę. Włączyłam na fula wierze i zaczęłam się drzeć próbując udawać, że śpiewam oraz dodawałam jeszcze do tego kilka ruchów tanecznych. Nie piłam zbyt wiele dlatego kac mnie nie trzymał. Podgłośniłam jeszcze muzykę, by towarzystwo z góry raczyło wreszcie wstać.
- Ciii błagam ścisz to – gdzieś obok mnie dobiegł jęk Daniell. Pokręciłam przecząco głową i wróciłam do wcześniejszej czynności. Po jakiejś godzinie moich wrzasków z góry stoczyła się reszta. Chcąc być miła ściszyłam muzykę i podałam każdemu butelkę wody z aspiryną.
- A ty co w ciąży jesteś, że tak sporadycznie pijesz – rzuciła Kim zaraz potem się zamykając widząc mój wzrok. Louis spojrzał na mnie groźnie myśląc, że przednim coś ukrywam.
- Tak! Chleje jak wy i jestem w ciąży – wrzasnęłam nieco głośniej - Dzięki Kim masz zajebiste pomysły! – wrzasnęłam tuż przy jej uchu. Skrzywiła się z bólu zamykając oczy. Zaśmiałam się głośno, by jeszcze dobić jej stan.
- Kim ciekawe zagranie to to nie było – zwrócił się do niej Niall, który widocznie tak samo , jak ja przystopował z piciem.
Spojrzałam na niego pytając, po czym raz, ale porządnie chlasłam mu w tył głowy. Obrońca się znalazł kurde.
- O humorki dokuczają – ciągnęła Kim prosząc się o dokładkę mojego krzyku. Przyjrzałam się jej badawczo. Wyglądała jak, by dalej byłą na haju.
- Jesteś pewna, że wytrzeźwiałaś do końca? – spytałam siadając pomiędzy nią a Liamem.
- Nie wiem. Zayn coś ty mi dosypał – łapiąc się za głowę zwróciła się do swojego chłopaka.
- Ja nic – od razu odpowiedział.
- Tak! Tak! A ja nie sadzę byś ten striptiz robiła tylko pod wpływem alkoholu. Mnmmm dałaś czadu, że hoho– postanowiłam tym razem jej dogryźć.
- Co!? Co jaki striptiz?! Co ja wyprawiłam!? – panikowała.
- Ta bardzo mądrze – bronił ją mulat zwracając się do mnie.
- No musiałam – odpowiedziałam dumnie.
Przez cały dzień wszyscy wyglądali jak zombie. Snuli się po domu jęcząc z bólu. Miałam ich serdecznie dość. Wybiegając z salonu trafiłam na kolejnego zombie. Tym razem mojego chłopaka.
- Lenka co jest? – zapytał po cichu. Nie miałam zamiaru odpowiadać na jego pytania. Ciągnąc go za sobą zaprowadziłam go do naszego pokoju.
- Śpij – wrzasnęłam a ten aż syknął z bólu. Dobrze mu tak. Zamknęłam za sobą z hukiem drzwi i do jednego mądrego się przeszłam. Na Liama nie mogłam tym razem liczyć, bo aż za bardzo się bawił ze swą dziewczyną. Wchodząc do pokoju Nialla od razu na samym początku zostałam poczęstowana chipsami.
- Dzięki - odpowiedziałam biorąc garść smakołyków. Usiadłam na łóżko i zaczęłam przeglądać jakieś bzdury na intrenecie.
- Ej tak się zastanawiam czy czasem ktoś nie wniósł dragów na imprezę? – spytałam podejrzliwie.
- Nie sądzę, acz kol wiek musiało być ostro. Właściwie znalezienie o siódmej rana jakiejś laski z chłopakiem w kiblu nie było codziennym widokiem. Po prostu wszyscy przesadzili z procentami i tyle.
- Dobrze, że przynajmniej ty tyle nie piłeś, bo bym cały dzień siedział w koncie pośród tych zombie czując się , jak w jakimś tanim horrorze – odpowiedziałam śmiejąc się.

* * *


W końcu jakoś to sobie poukładałam i mama nadzieje, że rozdziały będą częściej, acz kol wiek zaznaczam, że będą one miały taką długość, a nie dłuższą. Dziękuję wszystkim za tyle wspaniałych komentarzy jesteście cudownie. Było, by jeszcze fajniej, gdyby wszyscy czytelnicy zostawiali po sobie, choć, by króciutki komentarz na temat danego rozdziału ;) Chciał bym was również zaprosić na nowego bloga http://niebieskooka-anielica.blogspot.com/ . Komentujcie!!
18.02.2013 o godz. 19:17

Rozdział piąty

„Następnym razem zamkniemy go w pokoju”


W pewnym sensie powinnam się martwić widzą swojego brata leżącego na ziemi i jęczącego z bólu jednak tego nie robię.
- Trzeba było patrzeć pod nogi! – krzyknęłam pomagając mu wstać.
- Ta jasne! To nie ja na środku korytarza położyłem deskorolkę. – odpowiedział krzywiąc się. Musiał niezłą glebę zaliczyć, bo huk był ogromny.
- No, nie ty tylko mój wspaniały chłopak, ale co zrobisz to Louis.
- No nic…
- Więc właśnie. Nie becz tylko zbieraj się i udawaj, że nic się nie stało. – odpowiedziałam idąc na taras. Siadając na kolanach mojego chłopaka pocałowałam go w policzek zaraz potem zła krzycząc, po co kładzie swoje rzeczy, byle, gdzie. Wiedziałam dobrze , że moja złość i chwilowy monolog nic nie dadzą westchnęłam i zamilkłam. Nie miałam ochotę na kąpiel w basenie, ponieważ dziś było wspaniałe słońce a chciałam się opalić jednak po mimo moich planów zostałam wrzucona do basen przez Harrego. Nie wychodziłam, bo i tak ponownie wylądowała bym w wodzie. Tak, więc zostałam zaczynając topić każdego po kolei. Musiałam się wyżyć za to , że nie dali mi na chwilę po smażyć się na cieple.
- Ej – zawołał zadowolony Zayn z telefonem w ręku. Szczerzył się, jak, by wygrał milion w totka. Każdy spojrzał na niego mierząc go wzrokiem. – Kto jest za tym, by urządzić imprezę u nas. Dzisiejszy dzień doskonale się do tego nadaje- zawołała podchodząc do basenu. Stanął na bezpiecznej odległości, by przypadkiem ktoś go nie pociągnął do wody.
- A niby dla czego dzisiejszy dzień tak bardzo się nadaje? – zapytałam mrużąc oczy.
- No, bo dzisiaj jest piątek a piątek to zazwyczaj melanż. A w ogóle przyjechała Daniell i ma wolne wiec na pewno skorzystała, by z okazji, by się zabawić-, kiedy mówił można było zauważyć, że coraz bardziej rozpierał go energia i lekka fantazja. Jednak miał dobry pomysł a każdy, by na pewno skorzystał na tańcu wieczorem.
- No dobra, ale, skoro się tak do tego palisz to będziesz głównym organizatorem – powiedział Liam wychodząc na brzeg, po czym się odwrócił i pomógł swojej dziewczynie.
- Jasne! – krzyknął mój brat wbiegając do domu wybierając kolejny numer na telefonie.
- Wiecie, że on już to dawno zaplanował – powiedziałam odwracając się do towarzystwa.
- A jak, by niby, inaczej dziwię się, tylko , że to nie Harry w zwyczaju to on miał chęć na tego typu niespodzianki - palnęła Kim chlapiąc loczka. Ten tylko mruknął coś do niej chlapiąc mocno wodą.
W końcu weszliśmy do domu od razu się przebierając i biorąc za dekoracje pokoju oraz chowanie cennych rzeczy. Resztą zapewne zajął się Zayn, więc nie mieliśmy dużo do roboty. Około 18 poszyliśmy do swoich pokoi, by się przygotować. Buszując w szafie znalazłam taki strój, który wydawał mi się idealny. http://urstyle.pl/site_media/szafka/stylizacja-bitells-na-impreze.jpg
Zadowolona upięłam niedbałego koka, po czym zrobiłam średni makijaż.
- Wyglądasz pięknie – przyznał brunet przytulając mnie do siebie.
- Ty też – pochwaliłam ię nad Louisem całując w policzek. Z dołu dobiegał już trochę hałasu co oznaczało, że gości powoli przybywa. Zeszliśmy do reszty trzymając się za ręce. Kiedy z wielkich głośników, które jakimś cudem znalazły się w naszym domu popłynęła muzyka. Od razy wszyscy pobiegli do tańca. Tomlinson szczerząc się do wszystkich trzymał mnie w swych objęciach poruszając się do rytmu piosenki. Jak to zazwyczaj było na imprezach, pomimo iż goście wiedzieli, że będzie wszystko łącznie z alkoholem to i tak przynieśli ze sobą jeszcze swoje zapasy. Harry jak to Harry pierwszy się na nie rzucił i jak zawsze jako pierwszy już był nieźle wstawiony. Połowa ludzi nawet jeszcze nie tknęła niczego procentowego może z wyjątkiem gazowanych napoi. Jakiś chłopak, który wydawał mi się znajomy urzędował w kuchni i robił drinki. Przynajmniej jedne się, za to wziął. Wzięłam dwa i zaniosłam jednego Louisowi.
- Wiesz, co to za chłopak? – zapytałam Kate, która właśnie się do nas dołączyła .
- O tak, to jest Will – powiedział a ja sobie przypomniała, że kiedyś o, nim mi opowiadała. Wyglądał na miłego, a nawet taki był, kiedy trochę wdałam się z, nim w gadkę biorąc kolejnego drinka.
- Jak tam impreza podoba ci się ? – zagadałam popijać wspaniały napój.
- Jest jedną z najlepszych – odpowiedział z uśmiechem podając kolejny kieliszek jakiejś dziewczynie.
- Lena! Lena! – za sobą usłyszałam krzyki swojego chłopaka.
- Co się stało? – zapytałam przerażona.
- Harry – powiedział zły. Biorąc jego rękę szybko pobiegliśmy na podwórko, a za nami pobiegł Will.
- No, nie kurwa powtórka z rozrywki! – wrzasnął śmiejąc się Zayn. Miał rację! W sylwestra Harry próbował wskoczyć do zamarzniętego basenu a tym razem wziął się za striptiz co chwilę przechylając się w stronę wody. Spojrzałam na Kate, która stała niedaleko nas. Miała skrzywioną minę, ale było widać, że powstrzymuję się od śmiechu. Widocznie już trochę wypiła. W ostatniej chwili, kiedy Harrold chciał ściągnąć majtki kopnąłem go w zadek i niczym jakiś przedmiot wleciał do basen. Każdy wybuchł śmiechem a ja dumna wróciłam do Louisa.
- Chyba będzie trzeba następnym razem trzymać go z dala od wódki – oznajmił Will reszta mu przytaknęła.
- Kurde zero alkoholu dla Harrego do odwołania! – wrzasnęłam.
- Następnym razem zamkniemy go w pokoju – Wrzasnął poważnie Louis – Chodźcie tańczyć! – zawoła i pociągnął mnie oraz kilka osób do środka.

* * *


Jest to jeden z weselszych rozdziałów których jeszcze kilka będzie ;) Dziękuję wam za tyle komentarzy Chciała bym jeszcze tylko ogłosić wiadomość. Jest mi smutno to pisać ale wydaje mi się, ze będzie to lepsze rozwiązanie niż zawieszenie bloga. A więc za niecałe dwa miesiące będę mieć egzaminy i w związku z tym mam dużo nauki i muszę pogodzić naukę na sprawdziany czy kartkówki z przygotowywanie się do egzaminów. Dwa miesiące będą takie smętne i rozdziały nie będą się pojawiać za często, ale pod koniec kwietnia a nawet wcześniej wszystko się ureguluje ;)

Tagi: 5
05.02.2013 o godz. 21:53

Rozdział czwarty

„Dużo od niego się dowiedziałam i nauczyłam.”


Przynajmniej tym razem sen był jakiś spokojny i przyjemny. Uśmiechałam się myśląc, że spokojnie spałam całą noc. Obróciłam się w stronę Louisa, który mnie obejmował i na dzień dobry pocałowałam go w usta.
- Wstajemy? - zapytałam głaszcząc go po policzku.
- Jeśli już się wsypałeś to jasne.
- Pytam o ciebie. – mówi śmiejąc się. Chłopak nie odpowiada tylko wstaje i kieruje się do łazienki.
- Pierwszy! - krzyczy będąc już w środku. Dwadzieścia min ten nie wychodzi.
- Lou żyjesz?!
- Żyje zaraz wychodzę. Poczekałam jednak kolejne minuty leciały a ja poczebowałam załatwić to i owo. Wstałam z łóżka biorąc ubrania i wyszłam z pokoju. Poszłam do Zayna. Jednak jego nie zastałam.
- Zayn ?
- Jestem w łazience, układam włosy – zakomunikował a ja zmrużyłam oczy. Nie , nie tu to do jutra nie wejdę. Powiedziałam sobie w myślach i poszłam do pokoju Nialla.
- Mogę? – zapytałam wskazując na owe pomieszczenie.
- Jasne – odpowiada śmiejąc się. Wchodzę do łazienki zatrzaskuję drzwi za sobą. Wzięłam szybki prysznic, po czym wytarłam całe ciało ręcznikiem i się przebrałam. Po chwili ususzyłam, że ktoś puka do drzwi.
- Lena ktoś do ciebie dzwoni- wołał Louis z za drzwi.
- To odbierz pacanie- odpowiedziałam spinając włosy. Malująca oczy słuchałam owocnej rozmowy mojego chłopaka i jakiegoś ktosia.
- W kiblu – odpowiedział na pytanie zadane, z drugiej strony słuchawki.
- No błagam nie mogłeś użyci jakiegoś sensownego wyjaśnienia! – wrzasnęłam wychodząc z łazienki zabierając mu telefon.
- Czego – warknęłam odgarniając włosy z twarzy.
- Się nie denerwuj, chciałem się spytać tylko co sobie życzysz, bo jestem w sklepie a ostatnio jęczałaś, że chcesz cukierki. A więc? - usłyszałam roześmiany głos Liama. Niall, który przyglądał się mi i Louisowi, który czesze włosy nie potrafiła się pohamować od śmichu. Ale z czego ten idiota rechocze?
- Prosiła bym o żelki, nutellę oraz jakieś chipsy.
- Ok zamówienie przyjęte – odpowiedział rechocząc, po czym się rozłączył.
- A wy co? – spojrzałam na tych pajaców, którzy lali ze śmiechu patrząc po sobie potem na mnie. Bez słowa zeszłam do salonu, gdzie siedział Harry i Kim.
- Hejo! – powiedziałam siadając pomiędzy nimi – Co oglądamy?
- Hejo – odpowiedzieli mi razem.- Nie mam pojęcia same nudy – mówiąc to loczek przerzucił na inny program z jakimś starym jak świat serialem – Widzisz - mówi wskazując pilotem na telewizor. Pokiwałam głową. Znudzony zaczął zmieniać programy w końcu zatrzymał się na teletubisiach.
- ŁŁii – zawołał z uśmiechem – Zawsze lubiłem tego czerwonego – zaczął wskazywać na teletubisia zacieszając jak małe dziecko. Patrzyłam na niego kręcąc głową. Spojrzałam na Kim, która patrzyła z otwartą buzią na ekran.
- Kurwa ten fioletowy wygląda identyko jak Zayn! – zawołała.
- Racja! – wrzasnęliśmy z Harrym gapiąc się na owego misia.
Kiedy przyszła reszta prócz Zayna, który zapewne wciąż układa włosy zaczęliśmy zdawać raportu podobizny Zayna do Dibsjego ( przepraszam za błąd ale nie wiem jak się jego imię piszę!). Ze sklepu wrócił Liam obładowany zakupami. Szybko podbiegłam do niego biorąc kilka reklamówek.
- Halo, by ktoś pomógł – zawołałam, ale w zamian to usłyszałam :
- Kurwa nawet się zachowuje jak on!
- Oni nam raczej nie pomogą – zwróciłam się do Lima rozpakowując zakupy. Wytłumaczyłam mu, o co, im chodzi i sami zaczęliśmy wymieniać podobne cechy mojego brata a zabawki z dobranocki. Usiedliśmy razem na blacie kuchennym rozpoczynając rozmowę.
- Czasami myślę, że to wszystko jest sen. Spełniły się moje największe marzenia. To jest niezwykłe. – zachwycał się spoglądając w kubek gorącej kawy.
- Mówisz jak byś czytał mi w myślach. – powiedział uśmiechając się.
- Ale widzę, że od dłużnego czasu co cię gryzie. Jesteś jakaś inna. – oznajmił a ja westchnęłam zwracając na siebie jego uwagę. – Przepraszam nie powinienem poruszać tego tematu to …
- Nie, nie! – przerwałam mu, po czym opowiedziałam co mnie meczy. Widząc jak szkłom mi się oczy mocno mnie przytulił. Oderwaliśmy się do siebie uśmiechając szczerze zmieniając temat na zachowanie reszty ferajny.
- Wiesz zostawiliśmy ich samych w salonie nie wiem, czy to nie wróży czegoś niedobrego – zaczął idąc w kierunku korytarza. Wychylił głowę badając sytuację. – Okej wszyscy oglądaj telewizje bez obaw – powiedział chichocząc . Patrząc na Liam widziałam, że jest inny niż wszyscy. Spokojny wyluzowany i rozsądny. Oczywiście imprezuje jak każdy czasami nawet bardziej od nas. Kiedy zacznie balować nie ma końca. Zazwyczaj, kiedy się w coś zaangażuje dąży do samego końca. Tak jest ze wszystkim w jego przypadku.
Można z, nim spokojnie i poważnie porozmawiać. Umie nawet zachować spokój, kiedy naprawdę jest coś śmiesznego. Wie, kiedy nie powinien się uśmiechać. Jest bardzo wrażliwy co czyni go jeszcze spokojniejszym i przytulnym. Cieszę się, że mam kogoś takiego w otoczeniu, który umie parę spraw wytłumaczyć jak nikt inny.
Dużo od niego się dowiedziałam i nauczyłam.

* * *

Każdemu z was chciała bym podziękować za odwiedziny i wszystkie komentarze bardzo dużo to dla mnie znaczy! Cieszę się, ze wam się rozdziały podobają. Jeszcze raz dziękuję. Rozdział pojawi się jeśli będzie kilka komentarzy!


Pozdrawiam nieznajoma
15.01.2013 o godz. 15:38

Rozdział trzeci

„Maleństwo w moich ramionach macha do nich”


Oczami Louisa

Wpatrując się w jej zamglone oczy dostrzegam niepokój. Patrzy się na mnie szukając odpowiedzi, której ja nie znam. Wiem tylko, tyle , że coś jest nie tak. Czy aby na pewno to tylko złe sny. Nie chcę niczego sugerować a tym bardziej z nią o tym rozmawiać i przedstawiać moje argumenty. To ją jeszcze bardziej dobije.
- Prześpij się to ci dobrze zrobi – mówię jak nie ja, byle tylko odpoczęła.
- Nie - mówi stanowczo – Mogę zostać sama? – prosi.
- Jasne ale… Emm będę na dole - mówię niepewnie wstając.
- Dziękuję - mówi z wymuszonym uśmiechem. Opuszczam spokojnie jej pokój zatrzymując się zaraz przy drzwiach. Siadam na ziemi obok nich opierając plecami się o ścianę . Zamykam oczy myśląc o czymś innym nie związanym z tym co się dzieje.
Wale się z dość wielka siłą w czoło. Opanuj się Louis - krzyczę w myślach, by się obudzić z tego snu, w którym jestem albo mam nadzieje, że się znajduję.

Oczami Leny

Dobrze wiem, że teraz siedzi za tymi drzwiami obwiniając siebie za wszystko. Czuję jego obecność.
Doskonale wiem, że, gdybym go nie poprosiła dobrowolnie, by nie wyszedł. Nie miał zamiaru zostawić mnie samej jednak uległ mojej prośbie. Ale i tak bał się nawet zejść na dół, by nie zostawić mnie samej na piętrze.
Wstaję lekko chwiejnym krokiem podchodzę do drzwi i powtarzam - Głupie sny nie zrujnują mi życia – wręcz krzyczę mało co nie wypowiadając tego na głos. Chwytam klamkę zaraz potem wychodzę z pokoju i siadam obok Louisa. Nic nie mówi. Nie wie, że jestem obok? Czy raczej nie chce wiedzieć. Przytulam go do siebie a, wtedy on się budzi. Spał? Najwidoczniej. Patrzy na mnie jak, by chciał zapytać czy już wystarczająco ochłonęłam. Biorę go za rękę ciągnąc w stronę schodów.
- Co robisz? – pyta.
- Zabieram cię na spacer – odpowiadam z uśmiechem. Tym razem to on pociągnął mnie za rękę i zaraz potem byliśmy w parku niedaleko naszego domu. Pomimo tego, że było już dość późno to wciąż było jasno. Przecież jest środek lipca czemu się dziwić.
Przystanęłam na chwile patrząc prosto w oczy mojego chłopaka. Bez jakiego kol wiek znaczenia wpiłam się w jego malinowe usta oplatając go nogami. Ujął moją twarz odwzajemniając pocałunek. Jak na komendę, by było jeszcze romantyczniej z nieba zaczęły lecieć krople chłodnego deszczu. Śmialiśmy się głośno na przemian się całując. Kręciliśmy się w okuł własnej osi jak małe dzieci. Chwila oderwania się od świta i od rzeczywistości. To pomaga.
-Kocham cię Tomlinson wiesz? – mówię śmiesznie poruszając brwiami.
- Wiem Malik – odpowiada całując mnie w czoło – Moja ty gwiazdko - Zaśmiał się.
- Co cię tak bawi? - zapytałam zaciekawiona.
- Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie i twoja rozmowa przez telefon. Przywalę mu patelką! – wyjaśniał mi wybuchając śmiechem a ja zaraz po, nim.
- Ahhh – westchnęłam i mocno go przytuliłam. - Wracajmy chłopaki będą się martwić - oznajmiłam a on przytaknął.

- Gdzie się włóczycie – przywitało nas pytanie Liama.
- spacerowaliśmy, bo co ?
- Grr po prostu się martwię – oznajmia .
- No już tato - mówię mocno go przytulając – Zaraz idziemy obejrzeć dobranockę i idziemy lulu.
- To rozumiem - mówi kierując się do kuchni . Zaśmiałem się sprawdzając godzinę .
- Kurwa 24 no to my serio idziemy spać – mówię wchodząc po schodach.
- Się ładniej wyrażamy – słyszę jeszcze Nialla.
Przyśpieszając kroku wyprzedziłam Louisa pierwsza zajmując łazienkę. Szybko wzięłam prysznic zaraz potem przebrałam się w piżamę. Odświeżona wróciłam do pokoju rozkładając się na łóżku. Lou puścił do mnie oczko wchodząc do kibelka. Czułam się jakoś, inaczej spokojnie. Może to było tymczasowe moja niby minimalna deprecha. A może to on na mnie tak podziałał.
Zamykając oczy poczułam jego chłodnawy uścisk. Mokre włosy lekko zmoczyły mi piżamę ochładzając moje ciało.
- A wysuszyć to nie łaska?!- przerywam tą romantyczną chwilę.
- To daj mi szuszarke.
- Dobrze dam ci szuszarke - odpowiadam powracając do łazienki. Z małymi komplikacjami znajduję urządzenie poddając je brunetowi. Dźwięk suszarki trochę doprowadzał mnie do szału, ale musiał jakoś wysuszyć te kłaki a ręcznikiem nie wiem czy, by dał radę do jutra. Z dziwnej przyczyny jakoś zasypiam pomimo hałasu .

Jestem na polanie. Stoję na bosaka w błękitnej sukience w rękach trzymam bukiet z kwiatami a na głowie mam piękny wianek. Uśmiechnięta spacerują po trawi zbierając coraz to piękniejsze rośliny. W pewnej chwili podbiega do mnie mała osóbka. Dziewczynka o błękitnych oczach i średniej długości włosach wdrapuję się na moje ręce i całuje w policzek. W małych rączkach ma kilka kwiatuszków. Spogląda uśmiechnięta w stronę lasu a ja podążam za jej wzrokiem. Niedaleko nas stoją dwie postacie jedna wysoka druga zaś znacznie niższa. Maleństwo w moich ramionach macha do nich a oni jej odmachują . Ja również się uśmiecham i do nich macham. Wytężam wzrok, by dostrzec, kto tam stoi jednak nie widzę ich twarzy, lecz czuję, że nie są mi obcy.

* * *


A co mi tam jeszcze w tym starym roku macie rozdział z pozdrowieniami od mnie ;) Serdecznie dziękuję wam za tyle komentarz pod poprzednim rozdziałem dziękuję! Jesteście najlepsi!
Wspaniałego sylwka no i zarąbistego 2013 roku wam życzę!

Tagi: 3.
31.12.2012 o godz. 23:36

Rozdział drugi


„ona jest cała blada”


Czy tylko ja czasami się wyróżniam, kiedy jestem zbyt poważna do nie typowej i wesołej sytuacji. Tak jest teraz może i nawet się zastanawiam, czy płakać, czy się śmiać, czy może krzyczeć! Widok ich kąpiących się w fontannie dobił mnie do końca. Nie miałam pojęcia co zrobić, a tym bardziej jak ich stamtąd powyciągać. Chwila zastanowienia dla mnie i pytanie podstawowe: Co ja mam z nimi zrobić? Może najlepiej udusić albo pozabijać?
Ale, kiedy wydaje mi się, że gorzej być nie może, wtedy oni pokazują mi, że jednak nie mam racji. Na własnej skórze przekonałam się, że podchodzenie do nich nie było najlepszym pomysłem. Brutalnie ochlapana i wrzucana przez Liama do fontanny kipiałam ze złości. Nie wcale nie chodzi o to, że nie lubię się wygłupiać, czy robić coś niezbyt codziennego, ale nie w tej chwili, kiedy powinniśmy być na przymiarce ubrań na najbliższy koncert, który za niedługo ma się odbyć. Miałam nadzieję, że przynajmniej Lou mi pomoże albo, chociaż Liam, ale raczej dziś nie mogę na niego liczyć. Co zrobić? Rozpłakać się? Nie , nie ja! Co ja robię w takiej sytuacji? Idę w pizdu cała mokra, a oni niech sobie radzą. Co może mam jeszcze raz tam wejść i ich prosić? Nie tak być nie będzie! Jak najszybciej zniknęłam, im z pola widzenie nie zwracając uwagi na ich krzyki i próby wyjścia z wody. Wściekła zadzwoniłam do Pula informując go, że raczej się nie pojawimy ostrzegłam go także nie mam zamiaru dostawać ochrzanu za nich. Obiecał mi, że się z nimi policzy. To moje słodyczki macie przerąbane, ale to tylko szczegół.
Pytanie teraz tylko, gdzie jest Kim wraz z Kate? Miały iść tylko do supermarketu po coś do picia no i jedzonko dla Nialla. Ehhh, po co się prosiłam, by z nimi zostać? Taka dobra nie chciałam ich zostawiać samych. Teraz mam. Ponownie sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Kim.
Ja – Idę do domu! – szybko zakomunikowałam od razu się rozłączając.
Trzaskając obcasami zaszłam do domu lekko wysychając w drodze do niego.
Przebrana w suche ciuchy włączyłam wierzę ustawiając głośność na maksa. Trzeci sms od Louisa. Kolejny. Znów ktoś dzwoni, ale, czy ja odbieram. Nie tylko ściszam telefon i wkładam do kieszeni spodni.
Siadam na dywanie wsłuchując się w głośną muzykę. Zamykam oczy i wyciszam swój umysł. Długo, to nie trwało, bo za chwilę ktoś wpadł do domu, a po chwili rozległ się głośny tupot biegnących chłopaków do swych pokoi. W ok 10 minut się przebrali i ogarnęli. Uśmiechnięci zbiegli zaraz potem wsiadając do samochodu.
- Wiedziałam, że to podziała – powiedziałam dumna z siebie.
- To ty?! – wskazał na mnie Zayn oskarżycielsko przyglądając się mi wraz z Louisem i Harrym. Natomiast dziewczyny ze spuszczonymi głowami wpatrywał się w ziemię nic nie mówiąc.
- A, kto – ponownie odpowiedziałam dumnie.
- Chłopaki, to ona nasłała na nas Paula! – pokazał na mnie palcem wrzeszcząc do reszty siedzącej w drugim samochodzie.
- Dobra starczy, a z wami policzę się później – mówiąc, to spojrzałam groźnie na dziewczyny, które zostawiły mnie z tymi durniami, kiedy potrzebowałam pomocy.

- Raz, raz! – krzyczał Paul do chłopaków wskazując na pomieszczenie, w którym już dawno powinni się znaleźć.
Stylistki z uśmiechem pokazywały przygotowane zestawy a ja razem z przyjaciółkami wpatrywałam się w co chwilę to inny strój. Kiedy już był koniec przymiarki i mogliśmy już wracać do domu odetchnęłam z ulgą. Pożegnaliśmy się z Paule zaraz potem wsiedliśmy do aut.
Do domu wróciliśmy około czwartej. Oczywiście nie mogliśmy wejść do domu jak normalni ludzie bez narzekania.
- Czemu nie pojechaliśmy do pizzerni?!- darł się Niall zły rzucając poduszką o ziemię.
- Od czego jest telefon?! Dzwonisz, zamawiasz, czekasz i gotowe – Harry przedstawił mu przebieg zamawiania pizzy. Blondyn tylko prychnął przez ramię kierując się do kuchni.
- Nie gniewajcie się, ale jestem zmęczona idę się zdrzemnąć - zakomunikowałam wycofując się z salonu.
- Ale to nie przez nas prawda? Przepraszamy - powiedział Liam ze spuszczoną głową drapiąc się niezręcznie po karku.
- Nie w żadnym wypadku – odpowiedziałam uśmiechając się jednak ból mi na to nie pozwalał – Coś się kiepsko czuje pójdę się przespać – dokończyłam i skierowałam się w stronę schodów. Chwytając się poręczy zamroczyło mnie. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Otępiona usidłam na ziemi.
- Lena! - podbiegł do mnie Liam – Nic ci nie jest? - zapytał. Spojrzałam w jego kierunku jednak wiele nie dojrzałam jedynie jego kontury i kilka postaci zmierzających ku nam.
- Może zadzwonić po lekarz czy coś – dążył zmartwiony.
- Niee – mamrotałam próbując się podnieść, ale na marne. Po chwili poczułam, że ktoś bierze mnie na ręce. Czując te ciepło ten zapach wiedziałam, że to Louis. Kiedy wreszcie obraz się wyostrzył dostrzegłam wszystkich w korytarzu. Potem spojrzałam na niego. Jego wzrok był nietypowy. Jak, by wiedział, o co chodzi. Jak, by miał pojęcie co się ze mną dzieje.
- Ona jest cała blada – zauważył zmartwiony Zayn patrząc na mnie z troską. - Dzwońcie po pogotowie! – dodał krzykiem.
- Nie – odezwał się Louis potem popatrzył na mnie. - Lena przestań o tym myśleć- zwrócił się do mnie. Wiedział co mnie trapi. Wiedział, że się tym przejmuję. Znów sobie przypomniałam te całe sny. Ponownie czując ból na wysokości klatki piersiowej. Może rzeczywiście potrzebuje lekarza, a może najlepszym wyjście będzie psychiatra.
- Nie potrafię – mówię a łzy same lecą. Wtulam się w jego tors przyciskając go do siebie jeszcze mocniej.
- Na pewno nic jej…. – ciągnął mój brat.
- Na pewno! – przerywał – Jak, by coś to was zawołam – mówi niosąc mnie na górę. Ja niczym nieżywa leżę bez ruchu na jego rękach.

* * *

No hej hej na sam początek chciała bym wam życzyć pianego sylwestra moi kochani ;) Dwa! Bardzo ale to bardzo was przepraszam, ze nie dodawałam rozdziałów ale miałam problem z bloblo i komputerem ale teraz mam nowy i wszystko jest ok ;) Mam nadzieje, ze się nie gniewacie a tą długą nieobecność? Jeszcze raz przepraszam kolejny będzie jeśli pod tym znajdzie się kilka komów ;)
Pozdrawiam i ściskam Lena <3
Tagi: 2 :*
26.12.2012 o godz. 19:17

Rozdział pierwszy

„życie bez ciebie nie ma sensu”


- Lodnyn! – zawołałam razem z Niallem – Dom! – wrzasnęłam wchodząc do sirotka. Trzy miesiące w trasie myślisz wieczność jednak to tylko pozory. Cała podróż minęła nam zadziwiająco szybko ale za to wszyscy byli zadowoleni i teraz mamy co wspominać.
Pomimo zabawy, wspaniałości w naszym kochanym domu u podnóża Londynu jest też coś po za tym! A mianowicie wielka i trwała przyjaźni której nie oddali byśmy za żadne skarby. Jest to miejsce ciche momentami , niepokojące nocami, tętniące życiem dniami.
Jak wszyscy rzuciłam każdą walizkę w konta od razu biegnąc do swojej sypialni.
- ŁÓŹO – rozłożyłam się na nim jak długa nawet nie robiąc miejsca Louisowi. Jednak on znalazł kawałek wolnego obok. Przytulił mnie do siebie zamykając oczy. Wtuleni w siebie zasnęliśmy.

Ciemny zaułek, granatowa noc i ona! Ciemna, wysoka, zakapturzona postać. Nie widziałam twarzy! Ciemny materiał doskonale ją przysłaniał. W pewnej chwili owa osoba coś wyciąga kierując przedmiotem we mnie. W oddali słyszę, że ktoś biegnie zmęczony sapie. Potem słyszę starzał i ogromny nie do opisania ból. Opadam bezwładnie na mokrą ziemię słysząc już tylko czyjś krzyk.
- NIE!


I wtedy się budzę w sirotka nocy zalana potem krzycząc pomocy. Czułam ból na wysokości klatki piersiowej. Szybko podniosłam piżamę jednak niema tam żadnego zadrapania czy siniaka. Znów to samo! – myślę. Od jakiegoś czasu trapią mnie straszne, zagadkowe sny. Zazwyczaj ktoś strzela, krzyczy, i ucieka, a potem się budzę z bólem zawsze w tym samym miejscu. Dziwne ale czy da się to wytłumaczyć? Zaczęłam płakać jak to było u mnie w zwyczaju w takim monecie. Louis zawsze budził się wraz z moim krzykiem zapewne niektórzy domownicy również. Przytulił mnie jak najmocniej potrafił powtarzając, że to ”Tylko zły sen” „Jestem przy tobie” „ Nie bój się”. Parę razy miałam nawet napady złości. Zaczynałam go bić krzyczeć, wyzywać, i bóg wie co jeszcze. Jednak on tylko mocno mnie ściska pomimo, że waliłam go pięściami. Jego dotyk z czasem mnie koił i przestawałam lecz on nie potrafi powstrzymać tych wszystkich snów.
- Co te sny mogą oznaczać? Mogą być prawdą? – pytałam wprowadzając do tych czas smutna atmosferę w jeszcze gorszą. To nie jest normalne by niemalże codziennie powtarzały się te sny! Musi to mieć początek i jakiś koniec.
- Lena co ty wygadujesz! To tylko głupie sny. –odpowiedział ściskając moją dłoń. – Kocham cię słońce. Pamiętaj zawsze będę cię chronić bez względu na wszystko. – powiedział poważnie. Dość za poważnie. Czyżby wierzył w te przesądy czy może zdaje mu się tak ja i mi? Już sama nie wiem co o tym myśleć. Czy się bać czy to raczej olać? Przez moje dłuższe rozmawianie z Louisem zauważyłam, że jest coraz jaśniej. Szybko spojrzałam na ekran telefonu dostrzegając że dochodzi 7. Nie ma co leżeć i ślęczeć nad sobą wypadało by raczej wstać i zrobić śniadanie. Wstałam z łóżka a zaraz za mną Louis.
- Zdrzemnij się przeze mnie nie spałeś prawie cała noc – powiedziałam widząc jego ospała twarz. Ale co się dziwić dzięki mnie śpi po pięć godzin czasami dłużej a czasami nawet krócej.
- Wcale….
- Proszę dla mnie, nie chcą byś potem mi zasypiał w salonie czy gdzie indziej – przerywając mu wyjaśniłam swoją prośbę. Ponownie spojrzałam na niego prosząco a ten opadł na łóżko za pewne od razu zasypiając.
Będąc już na dole zrobiłam sobie kanapki bo przecież nie ma sensu robić je dla wszystkich. Nie ma bata by wstali o 7 rano. Z talerzem powędrowałam do salonu. Załączyłam TV wpatrując się w różne teledyski i przysłuchując się muzyce zaczęłam wspominać nasz pobyt we Francji . Ah to było coś! Wydaje mi się nawet jakby to było zaplanowane, że akurat w tym terminie tam będziemy. Tak byliśmy w Paryżu w naszą rocznicę . Moją i Louisa. To niesamowite jesteśmy już rok z groszami parą. To cudowne uczucie wiedząc że masz przy sobie kogoś na kim ci zależy a ty dla tej osoby jesteś ważna.
Przed oczami pokazał mi się obraz tamtejszego wieczoru. Pod pretekstem że idziemy na spacer zaprowadził mnie na wierzę Eiffela gdzie czekał już na nas stolik ze świecami oraz przepysznym daniem. Zasiedliśmy na przeciwko siebie upajając swym uczuciem. Zjedliśmy pyszne danie w wesołej atmosferze. Wtedy podeszłam do barierek i wychylając się dość mocno spojrzałam w dół.
- Co byś zrobił gdybym teraz skoczyła?- zapytałam poważnie.
- Skoczył bym za tobą bo życie bez ciebie nie ma sensu – odpowiedział całując mnie namiętnie – Ale przysięgaj mi, że nigdy nie popełnisz takiego błędy by ze sobą skończyć!
- Przysięgam. – odpowiedziałam wtulając się w niego.
Nigdy nie miałam myśli samobójczych bo to głupie ale wtedy coś mnie tknęło. Nie mam pojęcia dla czego.
Kiedy zegarek na małej szafce w salonie pokazał godzinę 10 zaczęłam robić śniadanie dla księżniczek. Smażąc naleśniki poczułam na biodrach ciepły dotyk. Ciepłe ręce przybysza otulały mnie od tył. Wiedziałam, że to on. Jego dotyk, zapach, obecność sprawia, że jestem inna. Sprawia, że jestem szczęśliwi i wiem, że przy nim zawsze tak będę.
- Kocham cię – wymruczał mi do ucha a moje ciało przeszył miły dreszcz. Dwa słowa wyrażają więcej niż tysiąc słów!
- Ja ciebie też – odpowiedziałam energicznie obracając się w jego stronę. Ucałowałam go w policzek ponownie zajmując się przygotowaniem posiłku. Z jego pomocą więcej przypaliłam naleśników niż upiekłam ale przecież musiałam swojego chłopak nauczyć piec.
- Pyszne! – oblizał się Niall kończąc ostatnią porcję.
- Tak! Tak pychota tylko gdybyśmy przyszli o sekundę później nic już by nie było - zakomunikował Zayn z żale o jego łasość. Ale co poradzić, że nasz kochany blondasek lubi jeść. Mi to nie przeszkadza ale teraz wiem, że muszę gotować jeszcze więcej. I uważać by Louis się nie dołączył bo wtedy będzie jeszcze mniej porcji. Ale tak to już u nas jest i nie sądzę by się to zmieniło!

* * *


No i rozdział 1 miśki <3 Jak wam się podoba? Komentujcie ;*

14 komów = nn
Tagi: 1 ...
12.12.2012 o godz. 19:03

Prolog

To jest życie tego nie ogarniesz! Jest dobrze, wszyscy są szczęśliwi ale życie tylko czeka aż się potkniesz i łapie cię w swoje sidła. Droga którą podążam jest zwyczajna, zabawna lecz myślałam, że będzie taka zawsze. Życie zwykłej nastolatki która ma sławnego brata, przyjaciół oraz chłopaka. Myliłam się! I to bardzo! Wpadłam do czarnej dziury która sprowadziła mnie w inny kierunek. To droga nad która unosi się chmura z potężnymi piorunami która utrudnia rozwiazywanie czego kol wiek. Już nic nie idzie po mojej myśli. Kiedyś szczęśliwa dziś nie wiem już jaka. Nie chodzi o miłość, przyjaciół nawet nie o rodziców którzy już dano mnie opuścili i może nawet zapomnieli, żę maja córkę która z całego serca ich nienawidzi. Ale to nie to! Chodzi o to, że nie mam pojęcia co się dzieje z moim dotychczas poukładanym świtem. Powoli się wali. Powoli? Szybko za szybko! Czy to ja źle coś zrobiłam.
Tak paplam i paplam jak to źle ale jest za bardzo niedobrze by się uśmiechać. Może powinnam zacząć na od początku.
Jestem Lena Mailik tak znacie mnie lecz na pewno nie do końca bo ja sama siebie całej nie znam!
Ta szczęśliwa nastolatka mieszkając z pięcioma wariatami i przyjaciółkami pod jednym dachem. Jednym z nich jest mój chłopak zaś drugim jest mój nie okiełznany starszy brat. Szczęście aż lśni kiedy trzymamy się za ręce wesoło krocząc po ulicach Londynu. Ale nade mną może nawet też nad nimi rozpętała się burza przykrych wydarzeń i dziwnego życie.
Słyszysz strzał chcesz uciekać lecz tego nie robisz. Śmierć, groza tylko się czai by wyskoczyć. Ale przecież nikt tu się nie szykuje by wejść do trumny i zasnąć na zawsze zostawiając bliskich w rozpaczy i rozsypce. Życie się toczy płynie dalej lata lecą a my się wciąż nie zmieniamy pomimo wyglądu który za szybko się zmienia ale czy to ważne? Ważne są chwile spędzone razem. Bo przecież nikt nie zapomni przygód z osobami które tyle dla nas znaczą!



~ * ~ * ~ * ~

I jest prolog ;) Jak wam się podoba? Jak już wspominałam to opowiadanie będzie takie tajemnicze z różnymi akcjami kompletnie inne niż tamte ale to nie znaczy, że będzie smutne i cały czas ktoś będzie płakała nie, nie, nie, tak nie będzie. Wesołe zdarzenie śmiech wciąż będzie górował w ich świecie.
Reszty się przekonacie czytając drugą cześć „ Tam gdzie ty tam i ja „ powieści Kocham cię i kochać będę.
Dziękuję oczywiście za tyle wspaniałych komentarzy jesteście najlepsi.

12 komentarzy = 1 rozdział !

Kocham i pozdrawiam Lena ;*
03.12.2012 o godz. 21:17

Wstęp .

Ah te 18 lat tak właśnie Lena kilka tygodni temu skończyła być dziewczynką i pewnym krokiem weszła w dorosłość. Ale czy sobie prowadzi? O tym zdecyduje los! Chłopaki mają już nagrane dwie płyty na każdym kroku ktoś ich rozpoznaje. Przyjaciele są z nich dumni przypominając o tym na każdym kroku. Trasy, koncerty, wywiady, spotkania z fanami. To tylko część sławy! Praca, pracą ale to kochają. Nie, nie zapominają o swych dziewczynach, rodzinie czy przyjaźni. Wszyscy razem z nimi uczestniczą w ich gwiazdorskim życiu. Nie muszą się rozdzielać czy na trasy czy koncerty. Oni śpiewaj a reszta paczki zazwyczaj tańczy na ich koncertach. Wszystko jest okej ale na pozór. Fanki da się znieść ale fotoreporterzy przez swą nachalność robią swoje. Dają rade nie zwracają uwagi na plotki choć czasem są naprawdę okrutne.





Jak potoczą się ich losy dowiecie się czytając Drugą cześć „ Tam gdzie ty tam i ja „ powieści Kocham cię i kochać będę.
Zapraszam do czytania i komentowania Lena ;*

Tagi: ) Wstęp
02.12.2012 o godz. 18:08

NIESPODZIANKA !

Hehe moi drodzy chyba nie myśleliście, że na zawsze się żegnamy z odpowiednie Kocham cię i kochać będę. O nie, nie to dopiero początek przygód tych przyjaciół. A oto przed wami część 2 „ Tam gdzie ty tam i ja „

Nie wiem czy przedstawiać bohaterów? Ale dodam tak tylko w skrócie.

Lena Malik ( 18 lat) siostra Zayna Malika i dziewczyna Louisa.



Lucas Malik (20 lat) brat Leny i Zayna. Jego dziewczyna to Amy.



Zayn Malik (19lat) brat Leny i Lucasa jego dziewczyna to Kim.



Adam Terry (18lat) przyjaciel całego 1D i reszty ferajny.



Matt Moore (18lat) przyjaciel całego 1D i reszty ferajny.



Kate Waller (18lat) przyjaciółka ¼ 1D dziewczyna Harrego.



Kimberly Black (18lat) przyjaciółka ¼ 1D dziewczyna Zayna.



Nathan Barch (19lat) były chłopak Leny.



Jack White (16lat) – zakochał się w Lenie. Natręt.



Emma Black (24lat) żona Petera razem maja śliczną córeczkę Lili.



Peter Black (24lat) Brat Kimberly i mąż Em.



Ashley Fray (19lat)- kuzynka Leny. Plastik.


Piter Grant (19lat)- wciąż coś kręci kończąc 18 lat zauważył że musi coś zmienić. Przerzucił się na narkotyki.



Amy Torres (19lat) dziewczyna Lucasa.



Zack Terry ( 12lat ) młodszy brat Adama.



Will Pattio ( 19 lat )znajmy Kate.



Grupa taneczna:

Mark Jepsen ( 30 lat )



Artur Bale ( 20 lat )



Erick Parker ( 18 lat )



Eva Rae ( 18 lat )



Danielle Peazer ( 19lat) dziewczyna Liama.



Niall Horan ( 19lat ) jak na razie wolny ale czy aby na pewno.

Liam Payne (20lat) chłopak Dan.



Kochane Larry czyli:

Louis Tomlinson (21 lat) chłopak Leny.

Harry Styles ( 18 lat) chłopak Kate.


Tagi: Część 2
02.12.2012 o godz. 14:45

Epilog

- My ciebie też! – odkrzyknęli jak najgłośniej echem przebijając się przez głośną muzykę sprawując uśmiech na twarzy dziewczyny. Tak jak każde wesołe historie kończą się szczęśliwie jak ta. Ale czy aby na pewno? Czy ich życie to ciągłe zabawy i śmiech. Zdają sobie doskonale sprawę z odpowiedzialności jak ich w przyszłości czeka ale czy się tym przejmują? Ani trochę! Po co zatracać się w przyszłości skoro jest teraźniejszość. Są młodzi muszą się wyszaleć by zapamiętać chwile młodości jak najlepiej. Każdy podekscytowany żył można powiedzieć trasą która zbliża się wielkimi krokami. Koniec roku, wakacje. Ahhh tylko pozazdrości im szczęścia. Mają siebie. Są szczęśliwi! Miłość, przyjaźń unosi się nad nimi. Pomimo kłótni, sprzeczek, sporów i niemiłej przeszłości się kochają. Tworzą jedną wielką rodzinę. Mimo to, że chłopcy są sławni to maja pełno czasu dla siebie wiec nie marnują nawet minuty sadzonej razem. Kwestia fanek była z początku napięta. Między innymi podejrzenia że Lena to żona Zayna a Lou to jej kochane. Powstały różne plotki co do tego jednak wszystko a na pewno część został wyjaśniona lecz to nie znaczy, że wciąż nie ma napięć. Ale przecież taka jest cen sławy i trzeba się z tym liczyć.
Wygłupy, ciągłe śmiechy ubarwiały ich życie .
Ale czy na pewno jest już dobrze czy te kolorowe lukarnę przygody nie przysłaniają czarnej przyszłości? Czy może to przesądy? Czy prawda którą trudno zrozumieć?
Nikt by nie chciał niszczyć ich dobra ale tak jest przyszłość i życie. Ale to nie znaczy, że ich może spotkać coś złego i przykrego. Są raz i na pewno sobie poradzą.
Kto by zwątpił w wielką rodzinę One Direction?

###########################################


Tak wiem zaskoczenie, że tak wszystko szybko zakończyłam. Nie wyjaśniając niczego nie opisując dalszego życia. Ale epilog i ostatni rozdział nie musi wcale decydować, że to już koniec wszystkiego. Już niedługo przekonacie się co mam na myśli.
Jak już wcześniej wspominałam :

14 komentarzy = niespodzianka ;)

Kocham i pozdrawiam Lena ;*

01.12.2012 o godz. 12:34

♥ ROZDZIAŁ 61 ♥

„Harry zostaw już tą wódkę „


Wigilia

Dzieląc się opłatkiem z Louisem czułam taką magię spełnienie.
- Szczęśliwego życia , obyś ze mną przetrwała i przeszła wszystko co stanie nam na drodze – ułamałam kawałek opłatka całując go jak najczulej.
- Żebyś spełnił swoje wszystkie marzenia.
- Niektóre już się spełniły – powiedział z uśmiechem. Wszyscy zasiedliśmy do stołu szczerząc się jak głupki do sera.
- To co jemy! – zawołała Niall od razu biorąc co popadnie. Każdy z uśmiechem i elegancko konsumował jedzenie jedynie blondasek napychał sobie usta wszystkim co znajdował się na stole.
- A teraz prezenty! – zakomunikował Harry niemogący się już doczekać swego upominku. Każdy pobiegł do wielkiej choinki biorąc kolorowe pudełka do ręki czytając imię.
- Lena to dla ciebie – podszedł do mnie Zayn całując w policzek. W środku ujrzałam prześliczne kolczyki.
- Dziękuje – podziękowałam zaskoczona jego gustem. Każdy już miał swój prezent od każdego jedynie Lou nie dał mi jeszcze swojego. Kiedy każdy był zajęty prezentami podszedł do mnie z uśmiechem podarowując małe pudełeczko. Otworzyłam je pośpiesznie wyciągając zawartość.
- To jest śliczne – zauroczyłam się piękną pozytywką z napisem „kocham cię i kochać będę -, Louis „
- No stary postarałeś się – poklepał go po ramieniu Lucas.
- Dla niej wszystko – odpowiedział mocno mnie przytulając.

Na drugi dzień .

- Zawrzyj ta skrzynia! – darł się z pokoju Zayn.
- Człowieku czego się drzesz o c ci chodzi - zapytałam.
- No no zamknij – wyjęczał pokazując na oścież otwarte okno.
- A tak po ludzku od razu nie mogłeś – pokiwał przecząco głową – A ty jesteś tak zmęczony ze siostra musi robić wszystko za ciebie – pokiwał na tak – uuuhhh co ja z tobą mam. Wrzeszczy do ciebie po jakiemuś i masz wiedzieć co on chce. Boże widzisz a nie grzmisz.

30 grudzień

- Uwag , uwaga!
- Nakurwiam salto – dopowiedział Harry podnosząc ręce do góry.
- Niee – przeciągnęłam - Chce ogłosić, że w związku tym iż jutro je sylwester cza się przygotować ludzie! - krzyknąłem.
- Numer jeden będziemy wszyscy czyli, ja, Loui, Harry, Kate, Kim, Zayn, Liam, Daniell, Niall, Lucas, Amy, Mattt z jakąś dziewczyna, no i Adam chcieliśmy też zaprosić jeszcze Artura ale nie wiem czy się zgodzicie.
- Jasne niech wbija będzie wesoło - odpowiedzieli uśmiechnięci. Z Arturem się razem zakumulowaliśmy a wspólny taniec połączył naszą wspólną przyjaźni.
Tak jak przewidziałam cały dzień zleciał nam na zakupach oczywiście musieliśmy się wracać po trzy razy ale to szczegół. Rozdzwoniliśmy do wszystkich zapowiadając ze impreza zaczyna się o 17 a właściwie o tej maja już u nas być. Wszystko już było gotowe a my nie umieliśmy się doczekać jutrzejszej zabawy.

31 sylwester godzina 16:40

Ludzie zaczęli się już schodzić lada chwila byli wszyscy a na zegarze wybiła 19.
- To czas zabawę zacząć – krzyknął Harry paląc się do piwa. Już rano wypił kilka. Było wszystko od chipsów kończąc na wódce. Wiec impreza na całego. Artur szybko odnalazł się w towarzystwie i normalnie się bawił . Kim niby nowa dziewczyna Matta a nie potrafiła zaakceptować jego przyjaciół za co została wyproszona z imprezy przez samego Matta.
W pewnej chwili ususzyłam krzyki z dworu i zauważyłam, że brakuje Hazza. Bieda Kate stała tuż a nim wołając go do domu a ten dość zalany jak na godzinę 22 o.O chciał skakać do basenu. Ale po pierwsze je zimno , je zima a basen zamarznięty. Lou zły poszedł w jego kierunku. Szarpnął go za rękę w stronę domu.
- Człowieku jest zimno a basen to lodowisko chcesz się połamać .- wrzeszczał na niego.
W końcu nastała ta godzina 23:55. Wszyscy zaczęliśmy odpalać petardy tak jak i reszta sąsiadów. Złapaliśmy się za ręce wypuszczając lampiony. Kiedy była 23:58. Uśmiechnęliśmy się do siebie jeszcze mocniej trzymając za ręce i jest te kilkanaście sekund. Odliczanie.
- 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1, NOOWWYY ROOKKK – wydarliśmy się skacząc do góry. Zaczęliśmy jak głupki puszczając petardy do puki ich nie brakło. Z powrotem weszliśmy do domu. Balować już dosłownie na całego. Jednak wciąż powtarzałam sobie moje życzenie „ Będę szczęśliwa i ten rok wprowadzi w moje życie dużo zmian na lepsze ’ czy mi się to uda?
- Harry zostaw już tą wódkę – wybił mnie z rytmu krzyk chłopaków. Zaśmiałam się głośno biorąc kolejnego drinka.
Tańczyłam ze wszystkim. Potem zaczęliśmy baloniku, baloniku nasz malutki co oznaczało że procenty dowalił nam na level Hard. Tak, tak już zeszliśmy do poziomu przedszkolaka. Muzyka dudniła na fula lekko mieszając się z muzyką sąsiadów.
- A ze swoim księciem nie zatańczysz – mój chłopak przyciągnął mnie do siebie całując namiętnie. Zaczął jeździć rękami pod moja koszulką.
- Nie zapominasz się – oderwałam się lekko od niego poruszając biodrami.
- Tańczymy, tańczymy a nie się macamy – ktoś krzyknął a zaraz zostałam porwana do tańca przez Kim? Tak to ona. Po kolejnych dawkach alkoholu już nie zwracałam uwagi z kim tańczę nawet na to że przez chwilę przytulałam czule do siebie puszkę coli i razem z nią tańczyłam wolnego. Wszystko takie zabawne, śmieszne, kolorowe nawet zwykła zepsuta lampa była interesująca szczególnie dla Zayna z którą się całował. Każdy drink czy piwo robiło swoje. Ale to sylwester dzień w którym a raczej noc w którą trzeba się wyszaleć na całego. Szampany, cukierki, cola, herbata co to tu robi? Żelki, wódka, piwo co się tylko dało, pizza, mandarynki. Smakowałam wszystkiego po trochu nie to co Niell który pożerał to niczym odkurzacz. Ah przytuliłam go mocno czochrając jego blond czuprynę.
- I za to was wszystkich kocham! – wrzasnęłam.

___________________________

I nastała ta chwila. Oto i on ostatni rozdział! Jeszcze epilog i koniec ale czy aby na pewno? hehe aaa no co ja gadam wszystkiego się dowiecie ludki moje kochane. Jejciu kocham was <3

Ale żeby był epilog musi być 12 komentarzy dacie radę ;) ? Wierzę w was !!!

Kocham i pozdrawiam Lena :*

30.11.2012 o godz. 12:45

♥ ROZDZIAŁ 60 ♥

„a mamy wam pokazać fotki z ostatniej imprezy „


- właśnie że nie , twoje dupsko jest za ciężkie a w ogóle Louis ma do tego prawo ty nie – powiedziałam przytulając mojego chłopaka szczerząc się do loczka ten jednak się naburmuszył i prosząco spojrzał na Kim .
- o nie ,nie ,nie moje kolana tyle nie wytrzymają – zaczęła się zasłaniać poduszką byle tylko do niej nie podszedł .
- choć stary nawpierdalamy się by zapomnieć jakie to kobiety są złe – powiedział obrażony do blondyna obejmując go ręko wskazując na kuchnie .
- idźcie , idźcie ja tu sobie posiedzę w gronie przyjaciół – powiedział Kate i przytulając Adama który pękał ze śmiechu .
- nie tak być nie będzie moja panno – powiedział siadając na kanapie biorąc ją na kolana .
- to idziemy jeść –zapytał Niall zbity z tropu .
- później – odpowiedział szybko .
- aha to czyli wy jesteście razem – zaczęła Dan wskazując na mnie i na Louisa my pokiwaliśmy głową uśmiechając się ja głupki . Śmieszyło mnie to że niektórzy jeszcze tyle o nas nie wiedzieli ale przynajmniej było zabawnie . Takie święta chcę co roku - i wy też - wskazała na Kate i Harrego .
- właśnie wy też czy nie bo ja już zgłupiałam – zaczęła Kim.
- tak – powiedzieli oboje całując się namiętnie.
- no nareszcie - wrzasnęliśmy bijąc im brawa .Każdy zaczął się śmiać a gołąbki poczerwieniały.
- boże wy jesteście pokręceni chyba nigdy was nie zrozumiem– dążyła Amy .
- ja też nie – dopowiedziałam – będzie cza wam wszystko tłumaczyć więc ja i ten marchewkozjad jesteśmy razem.
- ej – oburzył się a ja na pocieszenie dałam mu całusa w policzka .
- cicho , te głąby mój brat i Kim to też para .
- zgadywałem ,że jesteście rodzeństwem ale nie byłam pewna -dodał Dan na co się zaśmiałam .
- widzisz Malik to od zawsze pokręceni są , no to jedziemy dalej te czerwone gołąbki jak już wiecie również para , mój kochany bracho Lucas i Amy to no oczywiście para te dwa głupki –wskazałam na Matta i Adam – mają fol lasek nawet o tym nie wiedząc .
- coooo ! – Matt poczerwieniał .
- a mamy wam pokazać fotki z ostatniej imprezy – zaproponowałam .
- e nie dziękuję – protestował .
- serio Lucas to twój brat , kompletnie co innego – obudziła się ponownie lokowana .
- ta na razie tak się wydaje zobaczysz później – dołączył się Zayn .
- potwierdzam – powiedziała jego dziewczyna wyjawiając jego prawdziwe ja . Lucas może wygląda na spokojnego lecz to nie znaczy że taki jest .
- no mam mówić dalej ?- zapytałam a wszyscy pokiwali na TAK - Niall się już dawno ożenił z jedzeniem , emm no a Liam ma śliczną tancereczkę o przepięknych loczkach – dopowiedziałam a Dan na chwile się zatrzymał po chwili kapując że chodzi o nią.
- ooo te jej piękne włosy te oczy – majaczył Niall wspominając tajemniczą nieznajomą .
- oo będzie tera o niej przez cały czas gadał -_- zakomunikował Liam przykrywając głowę poduszką .
Nie spodziewałam się jednak że będzie mieć racje . Przez bite trzy dni nawijał jaka to ona piękna tajemnicza ale nawet się do niej nie odezwał wiec co o niej może wiedzieć . Ale taki jest Niall najgorsze jest to że łatwo go zranić boje się że będzie się dołował z kuli tego że jej nie poznał . Ahh jakoś damy rade .
Dziś to my z dziewczynami przejęłyśmy stery i razem pojechałyśmy na zakupy . Miały to być zwykłe świąteczne ale wzięłyśmy się już za wszystko zaczynając od jedzenia kończąc na prezentach i ozdobach . Dumne z siebie pojechałyśmy z koszykami do kas . Z zakupami targając wszystko zapakowałyśmy się do auta .
- ej jedziemy do mnie zapakujemy prezenty i wszystko obmyślimy Petera niema bo jest w pracy a Emma z Lili u swojej mamy .
- no dobrze – zgodziłyśmy się zapinając pasy . Wyjeżdżając z parkingu od razu pokierowałam się do jej domu .
Rozkładając wszystkie papiery ozdoby i prezenty na ziemi zaczęłam rozmyślać czy aby na pewno im się wszystko spodoba . Miejmy nadzieje że tak .
Uradowane zabrałyśmy się za ich pakowanie .
Pierwszy łapnęłam prezent dla mojego ukochanego a mianowicie płytę z grą i łezkę w breloczku symbolizującą mnie . Potem zapakowałam prezent dla Zayna czyli zapas żeli lakiery do włosów koczyki i bluzkę z wizerunki mnie no po prostu musiałam ;P Niallowi kupiłam nowe mp3 od dawana bierz mi moje a więc teraz nie będzie musiał .
- gotowe – krzyknęłam uśmiechnięta doklejając ostatnią wstążkę do prezentu Liam .
- gotowe - odkrzyknęły . Wszystkie upominki schowałyśmy w pokoju Kim zamykając go na klucz aby przypadkiem Peter nie dorwał swojego . Zaczęło się już ściemniać a zegarek w kuchni wskazywał 20 . Parę połączeń i sms’ów od chłopaków przypominało o tym że już nie potrafią sami usiedzieć w miejscu .
- dobra zbieramy się – powiedziała Kate ubierając kurtkę . Wróciłyśmy do domu jedynie z ozdobami świątecznymi oraz jedzeniem . Wparowałyśmy do domu jakby nigdy nic rozmywając o nadchodzącej wigilii .
- co was tak długo nie było martwiłem się – podchodząc do mnie Louis zaczął się żalić . Pocałowałam go namiętnie chwytając za rękę .
- ale już jesteśmy .
- jutro wigilia trzeba zacząć gotować – upomniał się Niall sprawdzając zawartość siatek .
- kto chętny do gotowania a kto do ozdabiania – większość byłą za gotowaniem co dobrze się składało .

_________________________

Ehhh tak wiem rozdział za pewne was rozczarował ;( Ale jak już wspominałam jestem chora a chciałam wam dodać rozdział .
Nowa podpowiedź : To koniec tego opowiadania jednak nie koniec historii Leny Malik i reszty 1D .

Ta sama zasada 10 komentarzy = 61
rozdział ;)


Kocham was Lena :*
Tagi: 60 :*
29.11.2012 o godz. 16:42

TAK TAK BĘDĘ ZABITA ALE NIC
JUTRO DODAM NN JEDNAK TO BĘDZIE JEDNE Z OSTATNICH . AAA JUŻ WIDZĘ TE HEJTY . ALE NIE ODCHODZĘ OD WAS I SIĘ NIE ŻEGNAM JEST JESZCZE BLOG XXKOCHAMXX.BLOBLO.PL ALE JEŚLI CHODZI O TE OPOWIADANIE CZYLI ♥ kocham cię i kochać będę ♥ TO JEST NIESPODZIANKA KTÓREJ W ŻYCIU NIE ZGADNIECIE ALE MOŻECIE PRÓBOWAĆ . TO WAS NA PEWNO USZCZĘŚLIWI BO WIEM ZE PENA GRUPKA Z WAS LUBI TE OPOWIADANIE I CHCE WIĘCEJ . ALE TEGO WSZYSTKIEGO DOWIECIE SIĘ JUŻ NIEDŁUGO .
KOCHAM I POZDRAWIAM Lena . ZGADUJCIE !!! ;*
26.11.2012 o godz. 20:00

♥ ROZDZIAŁ 59 ♥

„wypierdoli cię jak mnie „


Przed moim oczami stała wysoka śliczna o kręconych długich loczka brunetka . Uśmiechnęła się do mnie promiennie podając rękę .
- Hej jestem Daniell – powiedział z jeszcze większym entuzjazmem .
- Lena miło mi – odpowiedziałam wpuszczając ją do sirotka . Od razu kiedy zobaczyłam jej piękne loki wiedziałam że to dziewczyna Liama . Chłopak tyle o niej mówił marząc przy tym błądząc myślami o niej.
- no a ja Harry – zaczął stając naprzeciwko nas .
- ta ty tam jesteś mniej ważny – parsknęłam śmiejąc się jak opętana . We trójkę wkroczyliśmy do salonu od razu żałując tego podejścia .
- pięknie – skomentowałam widząc cztery raz większy bajzel niż na początku nie było nas przez kilka sekund , jak ? Jak oni to zrobili ?
- ee no to Lucas – zaczęła Amy zwalając na swojego chłopka nie przyznając się do niego .
- czemu ja to Liam – zwalił na kumpla .
- nie bo Lou – bronił się Daddy .
- taaa ja to przecież Harry dostał ADHD – zwalił na przyjaciela mój cudowny chłopak .
- co jak to ja mnie nawet nie było .
- ninja cicho - powiedziałam do lokatego przeciskając się przez górę czegoś do mojego chłopaka . Jego mina wskazywał ,że czeka na całusa , ale w zamian tego został zaciągnięty głębiej śmieci .
- Liam idzie z Dan do siebie a my bierzmy się za porządek – oznajmiłam dumna z planu .
- ale niby dla czego – zapytał Harry a ja zajebałam face palma .
- człowieku dawno siebie nie widzieli to niech się przywitają chociaż nie to co wy komitet powitalny – mówiąc to wskazałam na bałaganiarzy . Każdy prócz Harrego spuścił głowy podnosząc je zaraz z uśmiechem .
- e no to ten jestem Lucas – bracik podał rękę brunetce – a to Amy moja dziewczyna , Lou no i Harry – powiedziała wskazując na każdego ręką .
- Daniell – odpowiedziała wciąż uśmiechnięta . Dziewczyna razem z Liamem poszła do góry a my zajęliśmy się sprzątaniem . Po chwili dołączyli do nas ponownie ponieważ dziewczyna nie chciała nas zostawić z tym. W końcu byłyśmy trzy baby więc postawiłyśmy ich do pionu i jakoś udało nam się to wszystko ogarnąć . Przybiłyśmy sobie z dziewczynami piątkę śmiejąc się z ich bezradności . Znam ją niecałe dwie godziny a już ją polubiłam . Ma fantastyczną osobowość podobną do Liam a z nim można świetnie się dogadać tak jak i z nią .
- to u was tak codziennie wygląda – skomentowała Amy chwytając się za głowę .
- no jestem ciekawa czy wytrzymacie z nimi całe święta i jeszcze ferie .
- boje się że nie – dorzuciła brunetka śmiejąc się razem z nami a zarazem trochę się zastanawiając nad czymś patrząc na mnie ze znakiem zapytania .
- aha , no oni przyjechali też dziś - wytłumaczyłam a dziewczyna pokiwała głową .
- boże gdzie te głąby są – wypaliłam zła ,że już przez dobre kilka godzin ich nie ma – ich gdzieś posłać mówiłam żebyśmy jechali to nikt nie chciał teraz macie .
- no co tak wyszło się nie denerwuj siostra – drwił Harrold .
- serio ja być twoja siostra chyba w snach .
- no co , - ja pierdole z nim rozmowa . Zostawiając lokatego samego w korytarzu zasiedliśmy przed tv w salonie . W czasie oglądania było słychać już głosy reszty wchodzącej do domu .
- do jasnej cholery mówiłam , mówiłam napisać na kartce co kupić i kto miał racje ,że czegoś zapomnimy no kot no kto oczywiście że ja – darła się Kate .
- Niall obudzi się wiem że ta laska była ładna ale cza było uważać na te puszki kurwa – zaczęła nerwowo Kim .
- ale jej włosy – drążył blondyn .
- włosy srosy kurwa no nie wytrzymam – dołączył się Zayn .
- kuziwa kochanie ale żeby żel kupić to nie zapomniałeś a jak mówiłam weź mleko to powiedziałeś że już mamy , gdzie na półce w sklepie – Kim zwrócił się do mojego cudownego braciszka .
- czeba jechać jeszcze raz bo nie ma wszystkiego Niall nie jedz tego ciasta , no kurde jeszcze ciasto do listy – zaczął się drzeć Zayn a ja nie wyrabiałam ze śmiechu jak i reszta .
- a nie mówiłam Liam piątak – powiedziałam wystawiając rękę a chłopak niechętnie dał mi kasę .
- oj Liam , Liam do zakładów pierwszy tak jak i do przegrywania – zjechała go jego dziewczyna z uśmiechem.
W końcu reszta wgramoliła się do pokoju wciąż się kłócąc.
- ostatni raz jadę z nimi na zakupy – skomentował Kim dosiadając się do mnie – ty wiesz co zrobił Niall ?
- nie
- kurde jakie były możliwe degustacje zżarł potem całą piramidę z puszkami rozdupił i wszyscy musieliśmy układać ale dopiero za 20 podejściem się udało .
- true story - nagle zadzwonił teflon Kim szybko go odebrała naburmuszona .
- czego -zaczęła - …. Jak , kiedy , ale no dobra , aaa jesteście gdzieś obok sklepu może ,,oo to super to kupcie , mleko , jajka , pomidory a i jeszcze ciasto no i ser i mąkę .. tak to już wszystko , no proszę , dzięki , no pa .
- powiedz ,że nie jadą teraz do nas .
- niestety jadą będzie nas jak zawsze ful tylko teraz jeszcze więcej . Nagle Kimberly rozglądając się po domu zatrzymał wzrok na Dan .
- ooo hej jestem emm no Kim – podała dziewczynie rękę .
- Daniell – uśmiechnęła się a reszta ferajny poszła w ślady przyjaciółki .
- przecudne włosy – rozmarzyła się Kate majaca słabość do loków a szczególnie Harrego .
- ZAKUPY – usłyszałam ryk Adama po chwili z Mattem zawitali w pokoju .
- stray - rzucił się na niego Lucas a potem na Matta – tyle czasu . Zaczęli się witać .
- to Amy moja najukochańsza dziewczyna - wskazał na blondynkę całując w policzek – no a to Adam i Matt ..
- a o to Daniell moja dziewczyna – powiedział dumnie Liam przytulając zmieszaną brunetkę .
- miło mi Daniell .Po czasie witania się przedstawiania każdy już w miarę się znał .
- a macie wszystko – zapytała wisienka patrząc na nich podejrzliwie na co oni pokiwali twierdząc głową . Odstawili zakupy i wszyscy poszliśmy do salonu .
- wow jest nas – zaczął liczyć - 13 – krzyknął Matt
- boże Matt zna matematykę – wrzasnęłam klaskając w dłonie .
- a widzieć zwątpiliście we mnie – zaczął smutny .
- no weź – przytuliłam go a ten od razu się uśmiechnął .
- czuję się zazdrosny – powiedział Lou urażony gapiąc się w podłogę .
- no już dobrze – powiedziałam z uśmiechem a ten jak zawsze usiadł mi na kolana .
- złaź – burknęłam lekko go spychając .
- aaaa wypierdoli cię jak mnie – zaczął lokaty .

* *
* *

I jak jako tako może być ;) Dziękuję za wszystkie komy kocham was ;) na xxkochamxx.bloblo.pl jest nowy rozdział zapraszam ;) Proszę o komy !

Ta sama zasada 10 komentarzy = 60 rozdział ;)
20.11.2012 o godz. 21:00

♥ ROZDZIAŁ 58 ♥

„Usiadłam na ziemi w ramach protestu „


Wtuliłam się w Louisa wbijając wzrok w biały śnieg za oknem .
- ehh jeszcze niedawno wylegiwaliśmy się nad basenem w Hiszpanii a teraz przygotowujemy się już do świąt które lada moment nadejdą – rozmarzyłam się wspominając wakacje i ciesząc się z nadchodzącej gwiazdki .
- niesamowicie szybko leci ten czas – dodał z uśmiechem . Po chwili w całym domu rozległ się dziwek dzwonka co bardzo mnie zdziwiło .
- no kogo tu niesie – powiedziałam kierując się do drzwi . Otworzyłam je pośpiesznie stając jak wryta .

- LLLucas co ty tu robisz – zapytałam patrząc na brata jak na ufo .
- my – dodał a po chwili obok niego stanęła Amy – co nie cieszysz się ?
- jak mam się nie cieszyć – wrzasnęłam i ich wyściskałam za wszystkie czasy .
- no to widzę że święta na wesoło hehe – powiedziałam prowadząc ich do domu – patrzcie kogo mamy . Zawołałam lecz tylko przyszedł Louis .
- hej - powiedział uśmiechając się podając rękę Amy i Lucasowi .
- ee a gdzie reszta – zapytałam a ten pokazał palcem na zewnątrz . Zajebałam face palma . Te zjeby bili się śnieżkami i lepili bałwana .
- zaraz będzie loczek piszczał że ma proste włosy – zz za kuchni wyłonił się Liam .
- widzę ,że postawiłeś na normalność – zagadał mój brat .
- widocznie – opowiedział posyłając uśmiech – boże jak dzieci co ja z wami mam – powiedział śmiejąc się i wyglądając za okno.
- Lou ty jeszcze w domu , serio nie idziesz do nich , to śnieg, mokry wiele zabawy i pomysłów na zrobienie kawałów – zasugerowałam .
- nie bez ciebie – zaśmiał się robiąc podejrzliwą minę .
- o nie ja nigdzie nie idę .
- dobra ,dobra – odpowiedział obejmując mnie ręką . Zasiedliśmy wszyscy na kanapie i zaczęliśmy sobie rozmawiać . Przerwali nam głąby wchodzący do domu .
- Zayn zabije cię – darła się Kim strzepując z głowy śnieg coraz to bardziej robiąc się czerwona – naśle na ciebie Petera- wrzeszczała a ja myślałam , że się posikam jeszcze trochę a do tego serio dojdzie .
- już nie przesadzaj – zaczął całując ją w policzek .
- nie odzywam się do ciebie – wrzasnęła z założonymi rękami poszła na górę jednak ten pobiegł za nią .Reszta pobiegł się przebrać jedynie Harold władował się do salonu cały mokry siadając na moich kolanach .
- pogięło cię – wrzasnęłam spychając go na zimie spojrzałam na Louisa jak na debila kiedy zaczął się śmieć bez końca – a ty co ?
- nic ,nic – spojrzał na cymbała leżącego na zolu – haha widzisz tym razem ciebie ściepała .
- hahah ale zabawne , idę bo z wami nie ma co się bawić - powiedział naburmuszony i se poszedł . W końcu z góry przyszła reszta robiąc hałas niczym na przecenach w supermarkecie .
- nie widzicie ,że mamy gości – zawołałam a wszyscy skierowali na nas wzrok jedynie Zayn i Kim o coś się kłócili .
- hej - zawołali dosiadając się do nas a po chwili dołączył Zayn z Kim już z uśmiechem na ustach a po czasie także doszedł już w lepszym humorze Harry siadając na kolanach Nialla który również potraktował go tak samo jak ja .
- tak trzymaj Niall – puściłam do niego oczko . Do samego wieczoru rozmawialiśmy śmiejąc się do łez .
Oparłam się o bark mojego chłopaka uśmiechając się do samej siebie . Mmmm w końcu wolne , nareszcie święta , prezenty , ubieranie choinki , zakupy . Czyli czyste szaleństwo .
Jak to u nas było w zwyczaju wszyscy pospaliśmy się w salonie.
Rano jak zwykle wszyscy leżeli w dziwnych pozycjach narzekając ,że ktoś wciska mu w żebra łokieć . Po czasie kiedy wreszcie wszyscy wstali i się ogarnęli zaczęliśmy planować całe święta . Postanowiliśmy na sam początek zacząć sprzątać i trochę ogarnąć nasz dom . Wszyscy razem świetnie się dogadywaliśmy nikt nie zwracał uwagi że znają mojego brata oraz jego dziewczynę dopiero jeden dzień . Znaczy praktycznie to widywaliśmy się na skype no ale cóż .
W końcu doszliśmy do ładu i składu dzieląc się na poszczególne zadanie . Jednak Niall zauważył że nic nie ma w lodówce i trzeba zrobić zakupy . Wszyscy byli chętni do zakupów wiec ja wraz z Lou i Harrym oraz Lucasem i Amy a no i jeszcze Liamem zostaliśmy w domu a reszta pojechał na zakupy . My natomiast zostaliśmy się biorąc za porządki . Na początku wszystko szło zgodnie z planem ale kiedy Harry zaczął się wydurniać a każdy po kolei zaczął się dołączać powstał jeszcze większy bajzel .
- gratuluje – wrzasnęłam na Hazza wynoszącego śmieci w rozerwanym worku całą zawartość wysypując z powrotem na ziemię .
- kurwa – wrzasnął ponownie zbierając śmieci . Czas płynął a bajzel wciąż był a nawet się powiększał dzięki Horaldinie .
- ja pierdole – wrzasnęłam nie mając już sił na sprzątnie . Usiadłam na ziemi w ramach protestu wbijać wzrok w podłogę .
- do roboty siora- zaczął się drzeć Lucas podnosząc mnie do góry .
-dobra ,dobra – odpowiedziałam puszczając oczko do Amy . Dziewczyna odpowiedział mi tym samym . W końcu trochę coś sprzątnęliśmy jednak nadal nie można było tego nazwać porządkiem . Liam zaczął się wydurniać po raz setny z Lou a ten bronił się wielgachną łychą Amy pękała ze śmiechu a Lucas nie wiedział o co cho jedynie Harry miał ochotę na gilgotanie biorąc mnie na ofiarę . Po czasie w całym domu rozległ się dźwięk dzwonka . Automatycznie z Hazza podnieśliśmy się z ziemi niczym Niall zawołany na obiat . Spojrzeliśmy na siebie znacząco zaczynając wyścig . Do drzwi było zaledwie kilka metrów a zdążyliśmy się wywrócić 4 razy . W końcu dotarliśmy i otworzyliśmy drzwi .
- pacan walnęłam na początek .
- spadaj ała – wrzasnął kiedy go popchnęłam . W końcu raz przywaliłam mu w głowę stawiając do pionu .
Wyprostowałam się by zobaczyć kto to . Przed moim oczami stała ………..

_____________________

Rozdział 58 no i jak moje ludki podoba wam się jak myślicie kto będzie kolejnym gościem i czy proszonym czy nie proszonym :):)
Dziękuje za tyle wspaniałych komentarzy . miałam rozdział dodać wcześniej al było z bloblo to co było . No zapraszam do komentowania . komentujcie ;)

Ta sama zasada 10 komentarzy = 59 rozdział ;)


Pozdrawiam Lena :*
14.11.2012 o godz. 19:09

♥ ROZDZIAŁ 57 ♥

„odkupisz nam to pamiętaj „


Oczami Leny

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy który na każdym kroku przypominał mi wczorajsze ostre balowanie . Wkroczyłam chwiejnym krokiem do łazienki ze strachem patrząc na swoje odbicie . Boże to ja – pomyślał a raczej krzyknęłam w myślach tykając swoich włosów jeśli w ogóle można było je tak nazwać . Każdy kosmyk w inną stronę oczy rozmazane z tuszu bluzka na lewą stronę WTF . Wyszłam z kibla niczym dama zwalając z łózka swojego chłopka .
- choć na śniadanie – zarządziłam targając go za rękę .
- Co! Co? Co! się dzieje – wydukał ledwo co stając na nogach .
- śniadanie czeka – odpowiedziałam ponownie ciągnąc go na schody uważając by się nie wywalić . Momentami widziałam podwójnie a nawet potrójnie jednak w końcu znalazłam poręcz . W końcu dotarliśmy do kuchni gdzie byli już wszyscy w podobnym stanie .
- ee niezły fryz siostra – zaczął się nabijać pewnie nie wiedząc jak jego cudowny irokez wygląda . Ze stołu wzięłam łyżkę pokazując w niej jego piękne odbicie . Z piskiem dziewczynki wybiegł niczym torpeda czym prędzej kierując się do najbliższej łazienki .
- a kurwa co to jest – zaczął się drzeć . Wszyscy zaczęli się śmiać a zaraz potem narzekać z bólu głowy . Ja natomiast jak na swój stan uśmiechnęłam się promienie pijać pomarańczowy sok .
- a ty co – zapytał Harry slalomem do mnie podchodząc .
- no co się mocna główkę ma – odpowiedziałam stukając w jego czoło na co zapiszczał z bólu siadając na podłodze . Każdy z mizerną miną w szamał byle co i wrócił do siebie . Nie miałam ochoty na nic prócz snu w objęciach Louisa .
Tak też zrobiłam . Oboje wróciliśmy do pokoju kładąc się na łóżku tuląc do siebie . Nie miałam sił na rozmowę czy coś podobnego . Zmęczona oparłam głowę o jego tors i po prostu zasnęłam .

Oczami Louisa

Obudziliśmy się ponownie oboje co było dziwne przed 18 . Zwlekliśmy się z łóżka już w lepszym stanie . Przebraliśmy się w czyste ciuchy i odbębniliśmy poranno toaletę i zeszliśmy na dół . Każdy z uśmiechem na twarz jadł pizze zapewne dzisiejszy obiad a raczej kolacja . Dorwaliśmy się do jedzenie zaspokajając głód . Kiedy każdy był już syty zasiedliśmy przed TV zamulając przy nudach na ekranie . Nie dało rady co kol wiek dziś innego zrobić niż siedzenie na dupie w domu . Korciło mnie zaproponować spacer lub kino ale i tak na pewno był bym jednym chętnym . Nic mi nie zostało jak nudna niedziela a właściwie jej cząstka . Po czasie każdy się pospał prócz mnie i Nialla który wyjadał nam zapasy .
- odkupisz nam to pamiętaj – rzuciłem do blondyna . Ten tylko pokiwał głową i wrócił do jedzenia .Wiedząc że Lena ma jutro szkołę wolałem żeby się wyspał niż miał by się gnieździć wśród tych debili . Wzięłam ją na ręce zanosząc do naszej sypialni . Ułożyłem ją delikatnie na pościeli kładą się obok .
- dobranoc słoneczko- szepnąłem całując ją delikatne w czółko . Przytuliłem ją do siebie powoli zasypiając .

Oczami Leny

Przez cały ranek snułam się po domu szukając swojego mp3 . Gdzie kol wiek nie zajarzałam wciąż go nie było . W końcu został mi ostatni punkt poszukiwania . A mianowicie pokój blondaska , dobrze wiadomo że on lubi sobie coś przywłaszczać dlatego z miła chęcią się z nim rozprawię . Wparowałam do jego pokoju od razu widząc chłopaka słuchającego muzyki z zadowoloną miną . W jednej chwili wyciągnęłam słuchawki z jego uszu oraz mp3 .
- to je moje mp3 ty nie masz prawa go ruszać – krzyknęłam wrogo .
- ee ale moje się zepsuło i no pseplasam – uklęknął na kolana prosząc z mina zbitego psiaka .
- dwie paczki żelków i chipsy załatwia sprawę – odpowiedziałam widząc już tylko kurz jak wił się za blondaskiem . Ze zdobyczą zeszłam do salonu gdzie zaraz potem pojawił się Niall z zakupami .
- proszę – powiedział podając mi siatkę . Uśmiechnęłam się łaskawie i pocałował go w policzek .
- a teraz kazanko – powiedziałam przymrużając oczy coraz bardziej śmiejąc się w duchu z pytających min reszty – powtarzaj za mną – pokiwał głową na potwierdzenie – Ja Niall Horan , pod żadnym pozorem nie będę brał świętych rzeczy Leny Mali bez jej zgody – skończyłam czekając na powtórzenie blondynka .
- ja Niall pod , ee to głupie .
- yyy czy mam wymyślić kare specjalną ?
- nie , nie . yyy eemm ja Niall Horan nie będę brał świętych rzeczy kochanej Leny mali – szybko powtórzył i zaczął mnie przytulać .
- no już dobrze – odpowiedziom otwierając żelki .
– jesteś okrutna wiesz – szepnął mi Louis całując w policzek .
- wiem ale należało mu się – odpowiedziałam podając żelki Liamowi który akurat stał obok .
- do szkoły marsz -wrzasnęłam a dziewczyny i Harry skierowali się ze mną w stronę auta loczka . Pożegnałam się jeszcze z Lou całusem i pomknęliśmy do budy .

_________________________________

no i jak się wam podoba ? Mam nadzieje że da się czytać . Oczywiście dziękuję wszystkim za tyle wspaniałych komentarzy <3 Ostatnio znów zmieniłam wystrój bloga . Podoba wam się czy raczej dodać coś innego ? Dla chętnych i ciekawych na moim drugim blogu dodałam nowy rozdział zapraszam ;)
Liczę na wsze komy ;)


Ta sama zasada 10 komentarzy = 58 rozdział ;)

Pozdrawiam Lena :*

10.11.2012 o godz. 19:14
xxlenka
♥ kocham cię i kochać będę ♥
O mnie: Nazywam się Lena , jestem zwykłą pozytywnie walniętą nastolatką . Kocham rysować , tańczyć i spotykać się z moimi przyjaciółmi. Moim uzależnieniem jest muzyka
statystyki
  • Czas na Bloblo: 11 dni 14 godzin 25 minut
  • Napisanych notek: 100
  • Komentował: 378 razy
  • Zebranych komentarzy: 1044
  • Ostatni wpis: 01.05.13, 14:57
  • Wpis średnio co: 29 dni
  • Profil odwiedzono: 145603 razy
  • Ilość avatarów: 35
  • Ilość zdjęć: 22
  • Ilość filmów: 9
  • Ilość logowań: 140
  • Ostatnie logowanie: 14.06.13, 21:59
  • Ostatnio odwiedzili: Pati-1D, MyDilemma, Seula, HarryLoveSam, PaGula, nunka14, Werka2233, Samotna15, leonik94, we-are-vampires
sekcja użytkownika